Opublikowano

Ważenie siebie

Maj

Wariacja na temat grafiki, którą lata temu wybrałem jako szatę graficzną swojego pierwszego bloga w maju 2004 roku — od tamtej pory ta kompozycja co jakiś czas staje mi przed oczyma, ilekroć na horyzoncie pojawia się maj


28 kwietnia:

Gdy człowiek jest zajęty do tego stopnia, że kolejne sprawunki ściśle wypełniają mu dobę, marzy bezwarunkowo o chwili spokoju. Gdy konstrukcja dnia pozwala na chwilę oddechu, robi się bardziej wybredny. Chce odpoczywać rozważnie, aktywnie, chce rozwijać swoje zainteresowania, stawać się lepszym, a nie tylko skrolować smartfona. Ale czasem te chęci nie współpracują z jego nawykami czy potrzebami. I ostatecznie jest w stanie przepuścić przez palce kilka kolejnych wolnych wieczorów, na które tak się przecież cieszył.

Ja na przykład bez konkretnego planu, dzięki któremu uzmysłowię sobie, czego tak naprawdę chcę, jestem skazany na klęskę. Ostatecznie wieczór się kończy, a ja idę spać sfrustrowany — mogłem zrobić cokolwiek, a nie zrobiłem nic. Ale i sam plan czasem nie wystarczy. Trzeba jeszcze w niego wierzyć i faktycznie chcieć jego realizacji. Podobnie jak z słuchaniem muzyki — coś może lecieć w tle, ale dopóki nie włączymy czegoś, na co naprawdę mamy ochotę, odczucie może być zupełnie jałowe. Coś gra w tle, żeby uniknąć ciszy. Unikanie ciszy może wystarczyć do pewnego stopnia, ale któregoś dnia, gdy zdajemy sobie wreszcie z tego sprawę, reakcja może być brutalna. Jak nie przesmykiwać się przez własne życie i faktycznie doświadczyć poczucia sensu i sprawczości?

6 maja:

Podle zafiksowałem się ostatnio na analizowaniu dysharmonii w mojej własnej codzienności. Uświadomiła mi to trochę majówka, którą zmitrężyłem wprost fenomenalnie — żonglując rozmaitymi, mniej lub bardziej kreatywnymi aktywnościami, ale skutecznie unikając przebodźcowania. A trochę zapach wczorajszego wieczoru — ten specyficzny zapach mokrego gruntu wczesnym latem, prawie cały z nostalgii, ale z nutką nadziei. To on umocował mnie z powrotem w rzeczywistości, którą straciłem z oczu. Przypomniał mi — patrz, tyle na mnie czekałeś, że aż o mnie zapomniałeś, ale wreszcie jestem.

A może to maj? Od kiedy pamiętam uwielbiałem maj. Może chorobliwe ważenie siebie da się umaić tak, że wynik ważenia przestaje mieć znaczenie. Hipoalergiczna mgiełka o zapachu bzu i feelingu słonecznego wieczoru, gdy nawet w jakiś wtorek czy czwartek można mieć poczucie, że tego coś jeszcze może nam się udać.