Opublikowano

Dawna stolica

Dawna stolica

Yasunari Kawabata, „Dawna stolica”, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 2024


Jak wygląda miskant? Jaka jest natura ułudy? Jak zmieniłby się świat, gdyby każdy miał swojego bliźniaka? I oczywiście — jak potoczyły się dalsze losy rodziny Sada? — z tymi pytaniami pozostawiła mnie lektura „Dawnej stolicy” Kawabaty, a było ich w międzyczasie znacznie więcej. Nie wszystkie wymagały odpowiedzi. Wiele z nich zostało zresztą udzielonych w obszernych przypisach tłumaczki.

„Dawna stolica” to prosta historia rodziny prowadzącej mały sklep z tkaninami na obrzeżach Kioto lat 50. Główną bohaterką jest wchodząca w dorosłość dwudziestoletnia Chieko, a kanwę powieści stanowią zmieniające się pory roku wyrażane nie tylko w tytułach kolejnych rozdziałów, ale przede wszystkim zauważane przez postaci w nieustannie przeobrażającej się przyrodzie. Kioto tamtych czasów umiejscowione jest gdzieś pomiędzy wielowiekową tradycją szanowaną przez jego mieszkańców a zmieniającym się podejściem do kwestii estetycznych czy obyczajowych. Tradycjom, zwłaszcza tym przypisanym do konkretnych momentów roku — świątecznym i festiwalowym, poświęca zresztą Kawabata sporo uwagi (resztę dopowiada z drugiego planu tłumaczka). Jest tu też miejsce na kilka fabularnych fałd, przedstawionych szczerze i bez sensacyjnych ozdobników, które nadają utworowi właściwy tor na tle corocznych rytuałów.

To niepozorna proza, jak zresztą większość utworów Kawabaty, przez co nie byłoby na miejscu określić jej mocnym słowem jako fascynującej czy obezwładniającej, choć na swój sposób to właśnie robi — tyle że nieco inaczej. Gdy zaczynałem czytać Kawabatę przed laty, miałem do niego więcej uwag niż pochwał, brakowało mi cierpliwości do jego narracyjnych meandrów. Może to kwestia konkretnych tytułów, a może mojej ewoluującej wrażliwości, ale od lektury „Głosu góry” przed czterema laty, mam poczucie, że stworzone przez niego światy są dla mnie czymś w rodzaju bezpiecznej przystani. Nie tylko to — jego perspektywa ubogaca moją. Niedopowiedzenia pobudzają wyobraźnię i ciekawość. „Dawna stolica” pozostawiła mnie z wieloma pytaniami, które nawet pozostawione bez odpowiedzi, mają szansę sfermentować we mnie twórczo. A taka szansa to już dużo.

Opublikowano

Głos góry

Głos góry

Yasunari Kawabata, „Głos góry”, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 1982


Zupełnie przypadkiem moja lektura „Głosu góry” Kawabaty zbiegła się z zapowiedzią przez PIW wznowienia powieści po blisko czterdziestu latach od oryginalnego wydania, które to właśnie znalazłem przed rokiem w antykwariacie. Lektura w dużej mierze kojąca, ale niepozbawiona realnych moralnych problemów i frapującej perspektywy — trochę jak filmy Yasujirō Ozu.

To opowieść pisana z perspektywy ojca rodziny, Shingo Ogaty, który zbliża się do emerytury i jego życie w ostatnim czasie zaczyna przynosić zmiany, które zauważa. Bywa, że nie potrafi sobie przypomnieć nazwiska czy twarzy znanej mu osoby albo tego, jak zawiązać krawat, choć robił to codziennie rano od czterdziestu lat, jego przyjaciele i znajomi umierają jeden po drugim na rozmaite choroby, a on sam zaczyna słyszeć tytułowy głos góry. Zgodnie z tradycją wzywa go tamten świat. Tymczasem na tym świecie jego myśli zaprzątają głównie nieudane małżeństwa obojga dzieci. Często też wraca wspomnieniami do czasów swojej młodości i niespełnionej miłości życia. W centrum powieści pozostaje też niezwykła więź Shingo ze swoją młodą synową, z którą rozumieją się bez słów.

Podobnie jak u Ozu to powieść pozornie pozbawiona zrywów akcji, choć nierzadko całkiem dramatycznie posuwająca się do przodu. Zawieszona w statecznych ramach powtarzalnej codzienności narracja — dramatów, jeśli już się wydarzą, nigdy nie akcentuje w sposób jakkolwiek sensacyjny. To wraz z częstymi wzmiankami o sezonowo zmieniającej się przyrodzie daje poczucie harmonii i naturalności, nawet jeśli Kawabata porusza tematy cokolwiek trudne. Trauma wojenna, zdrady, aborcje i samobójstwa to społeczny krajobraz księżycowy powojennej Japonii. Kawabata jednak jest dla swoich bohaterów łaskawy — oni zaś owszem, jak to w Japonii, nierzadko dywagują, jak ich działania ocenią inni — nie wahając się przy tym, by głośno wyrażać własne — im starszy bohater, tym bardziej niewybredne — osądy.

Sam Kawabata, któremu zarzucałem wcześniej (choć chyba nigdy publicznie), że powtarza te same myśli wielokrotnie różnymi słowami w różnych kontekstach, jest tu bardzo zdyscyplinowany. Kolejne podrozdziały czasem przyjmują formę przyjemnych impresji na temat codzienności, co jakiś czas skrupulatnie poprzetykanych analitycznym strumieniem świadomości głównego bohatera. Formalnie to doskonale nakreślona powieść, tematycznie pobudzające do refleksji ciekawą perspektywą wołanego przez górę bohatera slice of life, czy może raczej jinsei no hitokoma.

Głos góry