Nieważne dokąd, ważne którędy — zapowiedziałem przed niemal trzema laty przy zupełnie podobnej okazji tzn. godziny do dowolnego zapełnienia muzyką w porze późnowieczornej w rozgłośni akademickiej z tradycjami awangardowymi. I tak mi się ubzdurało, to był mój główny punkt odniesienia, że powinienem ten schemat odtworzyć i przetoczyć działo bezzałogowej panoramy dźwięku przez pokład stacji raz jeszcze. Wszystko było zaplanowane raczej podskórnie niż przemyślane (z wyjątkiem może zestawienia Tiesto z Nakamurą), a zebrane w natłoku zajęć w ostatniej chwili skutkowało losowością trudną do przyjęcia nawet dla mnie. Niemniej wciąż jest to zapis żywej w kulturze i popkulturze pozornej walki popu z awangardą — jej ewentualny wynik jest z założenia nieistotny, żeby nie powiedzieć — nieprawdopodobny. Ja sam nadal nie za bardzo wiem dokąd, ale bywa, że jeszcze wydaje mi się, że wiem, którędy. Tym samym zapraszam, après vous, zanim mój złoty jednorożec całkiem zdechnie.
Kategoria: Panorama dźwięku
Na jesienną chandrę

Jestem chory na dobieranie muzyki do miejsca, pogody, pory dnia i roku. I tak oto moje lato skończyło się wczoraj, gdy życie zmusiło mnie, by wyciągnąć z szafy ciepły płaszcz i kwartety smyczkowe Alfreda Schnittkego. Do tego wyciągania rzeczy z szafy ułożyłem więc szalenie niekonsekwentną i chyba nawet odrobinę zbyt jesienną panoramodźwiękową (od Panoramy Dźwięku, czyt. srogą) plejlistę, która doskonale sprawdzi się także jako ścieżka dźwiękowa do radzenia sobie z jesienną chandrą w długie jesienne wieczory — uprawiania poligamii, praktykowania ludobójstwa, napadania na banki, oddawania się okultyzmowi, zażywania narkotyków, etc. — cokolwiek tylko daje wam radość! W sumie: 8 godzin muzyki w 40 utworach, czyli całkiem sporo ludobójstwa i narkotyków. Pamiętajcie o szalikach! Nic wszak tak nie rujnuje okultystycznych rytuałów jak uporczywy katar.
Już wszystko było.
Wczoraj pożegnaliśmy się z Panoramą Dźwięku w formule audycji radiowej. Po ponad czterech latach od wejścia w eter program niemalże definitywnie szedł z afisza, niezaprzeczalnie zamykając pewien okres w życiu zarówno moim, jak i Tymka. Nie ma jednak tego złego. Dzięki próbom oswojenia tego zamknięcia, udało nam się zebrać w sobie pokłady kreatywnej energii, z której istnienia niemal przestaliśmy w ostatnim czasie zdawać sobie sprawę i dzięki temu przygotować być może najlepszy program w naszym dotychczasowym radiowym dorobku, w którym zagraliśmy kilkadziesiąt najróżniejszych muzycznych motywów i opowiedzieliśmy masę rzeczy ważnych i nieważnych na rozmaite tematy. Nareszcie prawdziwa panorama dźwięku. Ostateczne urzeczywistnienie idei, którą przed kilkoma laty dość niewinnie, może nawet naiwnie zawarliśmy w nazwie programu i fejsbukowej strony. Poniekąd wywiązanie się ze złożonej tą nazwą obietnicy. Audycja totalna.
W radiu zapowiedziano sztorm
Pocztówka z widokiem na Zatokę San Francisco, 1936 r.
Tamten dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był jednym z wielu takich samych dni łudząco do siebie podobnych, które zupełnie naturalnie zlewają się po jakimś czasie w jeden i ten sam dzień. A jednak Bill zapamiętał go na długie lata. Z chirurgiczną precyzją udało mu się oddzielić wciąż żywe w nim do dziś wydarzenia owego dnia od wydarzeń wielu innych, które zblakły i mimowolnie rozpłynęły się w czasie. A jednak wówczas nie stało się przecież zupełnie nic, co po ponad 30 latach zasługiwałoby na zapamiętanie. Bill tymczasem często wracał myślami do tamtego ciepłego, pochmurnego dnia, podobnego do wielu innych ciepłych, pochmurnych dni, jakie przeżył w San Francisco. Im bardziej zbliżał się w stronę zatoki, tym intensywniej morska bryza głaskała jego skronie, targała włosy. Tym intensywniejsze były też dudniące odgłosy syren wydawanych przez wpływające do portu i wypływające z niego statki. Tamtego dnia Bill spędził wiele godzin, siedząc na doku i obserwując ten doskonale znany mu spektakl. Gdy przed wieczorem wrócił do domu, w radiu zapowiedziano sztorm.
どちらですか: bubblegum ✕ avantgarde
Wszystko, co w muzyce lubię najbardziej, czyli przesada i dyspersja. Na wpół taneczny パーティー・ミックス przygotowany na okoliczność wczorajszej audycji Wolny Wybór w Radiu LUZ. Godzina ciągnącej się gumy balonowej solidnie zaprawionej awangardą. W rolach głównych m.in. pół londyńskiej sceny bubblegumbassowej, wizjonerzy post-shibuya-kei, japońscy noiseowcy, Whitney Houston w objęciach Deafheaven. Nieważne dokąd, ważne którędy!

