Opublikowano

Zakazane kolory

Zakazane kolory

Yukio Mishima, „Forbidden Colours”, wyd. Penguin Modern Classics, 2008


Lata minęły, odkąd czytałem powieść po angielsku — do lektury „Zakazanych kolorów” Yukio Mishimy przystępowałem więc jednocześnie z ekscytacją i zwątpieniem. Ekscytacją — po niedawnym spotkaniu z Mishimą w jego debiutanckim „Wyznaniu maski”, które wreszcie przed rokiem doczekało się polskiego tłumaczenia — „Zakazane kolory” 69 lat po japońskiej premierze wciąż polskiego wydania nie mają. Zwątpieniem — we własne możliwości nie tyle nawet językowe, co w jakiś zmysł krytyczny, bo wszelkie punkty odniesienia w postaci literatury anglojęzycznej dawno spłowiały i straciły wszelki sens. Co więcej — dlaczego miałby się do nich anglojęzyczny Mishima odnosić jakkolwiek bardziej niż do jakiegokolwiek (polskojęzycznego) Mishimy. I faktycznie. Z początku lektura trochę mnie zniechęciła — dopiero gdy zatopiłem się w akcji i rytmie narracji, przestałem przejmować się lingwistyczną obcością, której z początku nie umiałem się poddać. Nie sprzyjało temu z pewnością wiekowe tłumaczenie, datowane na rok 1968. Nie miałem więc w pewnym momencie zamiaru o tej książce pisać. Z drugiej jednak strony wkrótce uznałem, że o niej właśnie, ze względu na specyfikę braku polskiego wydania, być może powinienem napisać tym bardziej. Także dla siebie samego — obiecałem sobie bowiem, że gdy tylko rodzima edycja wreszcie się ukaże, sięgnę po nią niechybnie.

Inaczej niż w „Wyznaniu maski” Mishima nie tylko nie pisze „Kolorów” w formie pierwszoosobowej, ale pobieżne nawet rozeznanie w przebiegu akcji powieści pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, że jego główny bohater, Yuichi, choć pozostaje niewątpliwie w centrum wydarzeń powieści, nie jest ich spiritus movens. Ba! Mishima podkłada czytelnikowi idealną kukłę — tak hipnotyzującą, jak bezwolną. Sam kryje się zgoła gdzie indziej, w postaci starszego, otoczonego słuszną sławą pisarza Shunsuke, który trochę przez przypadek, ale z premedytacją miesza się w życie zaledwie 20-kilkuletniego Yuichiego i wywraca je do góry nogami. Namawia chłopaka, który otwarcie przyznaje się przed nim do swojego homoseksualizmu, do małżeństwa z ich wspólną znajomą Yasuko, która w Yuichiego zapatrzona jest jak w obrazek. By go przekonać, oferuje mu znaczną sumę pieniędzy, która ma uratować popadające w ruinę po śmierci ojca gospodarstwo domowe. Yuichi nie bez wahania tę ofertę przyjmuje i tak oto rozpoczyna się główny wątek fabularny powieści.

Ważniejsze jednak od powodów Yuichiego związanych z relacjami społecznymi i rodzinnymi, ale także szeroko pojętą wygodą, są powody Shunsuke, bo to one wprowadzają w narrację aurę tajemnicy. Shunsuke jest mizoginem albo przynajmniej stara się za takiego uchodzić. Twierdzi, że chce zemsty na kobietach za wszystkie wyrządzone mu przez lata krzywdy. Sędziwy autor od najmłodszych lat uchodził za przeraźliwie brzydkiego, Yuichi, co trzeba zaznaczyć, jest z kolei uosobieniem męskiego piękno i (na swój sposób) obiektem pożądania każdego, kto zawiesi na nim swój wzrok. Piękno i jego waga to jeden z powracających w powieści Mishimy motywów i kolejny z powodów Shunsuke, którego stosunek do piękna był cokolwiek trudny. Tym razem jednak nie potrafił oprzeć się czarowi magnetyzującego młodzieńca, gdy już raz udało mu się go złapać, nie chciał wypuścić go z klatki. To zresztą powtarzająca się w „Zakazanych kolorach” motywacja i w tym sensie książka Mishimy popada niekiedy w trudny do przejścia sentymentalizm. W dalszym ciągu, ze względu na dogłębny rys psychologiczny i realistyczną zawiłość fabularną, nie sposób jednak nazwać jej czytadłem. „Kolory” zresztą nigdy nie niosą ze sobą odcienia sensacyjności. Wydarzenia, które wrażliwy czytelnik mógłby uznać za kontrowersyjne przedstawione zostały tu z daleko posuniętą powściągliwością. Ostatnim powodem Shunshuke jest praca twórcza — stary pisarz szuka w tej, kontrolowanej przez siebie intrydze znaleźć inspirację do swojej kolejnej powieści.

I tak oto wchodzimy w życie młodego Yuichiego rozpostarte między młodym, choć od samego początku chłodnym i na wskroś nieszczęśliwym małżeństwem z Yasuko, nocnym życiem obfitującym w liczne romanse ze spotykanymi mężczyznami oraz pozorowanymi stosunkami romantycznymi z innymi kobietami. Można „Zakazane kolory” w pewnym, nieprecyzyjnym, ale obrazującym kanwę powieści skrócie opisać jako mariaż „Niebezpiecznych związków” i „Śmierci w Wenecji”. Akcja „Kolorów” wielokrotnie lawiruje, posuwając się jednak powoli, by przyśpieszyć znacząco na ostatniej prostej. Los Yuichiego, spowity w Japonii początku lat 50. nienaruszalnym tabu, a opisywany przez zachodnich recenzentów jako „oryginalny pomysł na książkę” jest pomiędzy wierszami obiektem największej empatii Mishimy. Choć sam Yuichi przedstawiony został jako pionek na mapie powieści, zagubiony narcyz nieliczący się z czyimikolwiek uczuciami, jego sytuacja życiowa i wynikające z niej wybory pisarz traktuje z szacunkiem i zrozumieniem. Zrozumieniem wykraczającym poza skażoną zachodnimi stereotypami mentalność powojennej Japonii, wbrew im szukającym tożsamości bohatera zarówno w starych samurajskich legendach, jak i w szerokim ujęciu codzienności środowiska japońskich gejów w latach 50. Opisy ich obyczajów są u Mishimy na tyle rozległe, że nierzadko pisarz gubi się w anegdotach lub przeżyciach wewnętrznych pobocznych postaci. Pieczołowite ujęcie tego nieodzownego tła dla tytułowych „Zakazanych kolorów” stało się zresztą podłożem trwających do dziś spekulacji na temat seksualności samego autora. Doskonałemu wyczuciu rozterek swoich homoseksualnych bohaterów Mishima daje wyraz co rusz. Zapisałem i przetłumaczyłem jeden z fragmentów, które w tym kontekście ujęły mnie szczególnie:

„Dwoista natura zazdrości, która czyni miłość starzejącego się geja nie do wytrzymania, wtargnęła pomiędzy Kawadę i sen jego młodego kochanka. Weźmy zazdrość mężczyzny, którego partnerka jest mu niewierna, i połączmy ją z zazdrością, którą dojrzała kobieta po przejściach odczuwa względem młodej, pięknej kobiety, a tę jeszcze połączmy z tym szczególnie zawiłym skutkiem osobliwej świadomości, że obiekt naszej miłości jest osobą tej samej płci co my, a otrzymamy wówczas obraz wyolbrzymionego, całkowicie niewybaczalnego upokorzenia w miłości. Jeśli znamienitej pozycji mężczyzna doświadczyłby odczucia równie przytłaczającego z powodu kobiety, byłby w stanie to znieść. Ale nic nie było w stanie wyrządzić większej krzywdy poczuciu godności osoby takiej jak Kawada niż odtrącenie jego miłosnych starań i upokorzeń przez mężczyznę”.

Nie chciałbym zdradzać zbyt wiele z meandrów fabularnych powieści, które niewątpliwie stanowią jeden z jej atutów. Nie sposób jednak bym w tym kontekście mógł zignorować swoją wcześniejszą sugestię wiążącą postać Shunsuke z osobą autora, co wydaje się zasadne także jeśli chodzi o swoistą fascynację każdego z nich zagadnieniem szeroko pojętej queerowości (w powieści na swój sposób spersonifikowanej przez Yuichiego). Czy równie paralelnie można odczytywać stojące za nimi motywacje? Bieg zdarzeń powieści dowodzi, że te nie są wcale tak jednoznaczne i jasne, jak wyłożono je u jej początku.

Zakazane kolory

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *