Opublikowano

81. „The Laughing Gnome”

99 najfajniejszych rzeczy

81. „The Laughing Gnome”

„Ha ha ha, hi hi hi! I’m the laughing gnome and you can’t catch me!” — rzekł śmiejący się gnom. Lata 60. były na swój sposób wylęgarnią muzycznego sutenerstwa, by przywołać chociażby mechaniczne psy wyszczekujące „Jingle Bells” czy szalonego samozwańczego następcę Napoleona śmiejącego się od tyłu w piosence o zakładzie psychiatrycznym. W ten trend w pewnym momencie wpasował się także nasz bohater, który w 1967 roku musiał być tak spragniony sławy, że nie tylko zgodził się zaśpiewać, ale sam napisał „The Laughing Gnome”, w którym poza funkcją rzucającego jak z rękawa suchymi żartami narratora, wcielił się także w samego gnoma o głosie wypitchowanym a la Chip i Dale. Dziwaczna barokowa komedia, Bowie w niezręcznym duecie z samym sobą. Najbardziej żenujący fragment jego dyskografii. Uwielbiam!

Na potrzeby cyklu „The Laughing Gnome” może być odczytywane na wiele różnych sposobów — jako symbol pewnej epoki w muzyce, która bezpowrotnie dobiegła końca, jako przykład dystansu do samego siebie czy też jako przedstawiciel niepoważnego utworu w dyskografii poważnego muzyka. Sami wybierzcie.

Opublikowano

82. Mitochondrium, czyli zielona kanapka, która mnie pozdrawia

99 najfajniejszych rzeczy

82. Mitochondrium, czyli zielona kanapka, która mnie pozdrawia

Jakie mitochondrium jest, każdy widzi — można by napisać. No właśnie nie każdy, a w zasadzie mało kto. Samo mitochondrium jest jednak jedynie wstępem do zabawnego gagu związanego z istotą fajności pozycji 82. Jest też oryginalnym tematem pracy anonimowego internauty w nieistniejącym już serwisie Maziaj.pl [*]. Serwis był właściwie nieustającą interaktywną grą bez nagród i sensu, ale można było sobie pomaziać. Jedna osoba wymyślała temat, a druga ten temat rysowała, kolejna natomiast na podstawie tego rysunku wymyślała niejako kolejny temat, próbując opisać to, co widzi na obrazku. Czasem wychodziły z tego bardzo zabawne mitochondria, zwłaszcza kiedy historie poszczególnych łańcuszków można było śledzić na bieżąco. Niestety z czasem serwis zaczął zmagać się z trollami wypisującymi brzydkie rzeczy o papieżu i przez brak skutecznych mechanizmów moderacyjnych rzecz wkrótce upadła. Przez tych kilka tygodni była to niewątpliwie najfajniejsza rzecz w internecie. Gdybyście jeszcze nie wymyślili, tematem pozycji 82. jest mazianie jako takie, samo w sobie.

Teraz sprawdziłem i strona nadal jest i śmiga. Nadal są brzydkie żarty, ale można sobie pomaziać. Tu kilka fajniejszych przykładów z moich archiwów. Takie suche żarty, ale w paraartystycznej formie obrazkowej jakoś łatwiej przymknąć na to oko [via polscy rysownicy-satyrycy w czołowych tygodnikach opinii].

Pochodna z gruszki:
99 najfajniejszych rzeczy

Czteroipółkilogramowy arbuz a.k.a odcięta głowa ufoludka ważąca cztery i pół kilo:
99 najfajniejszych rzeczy

Usuwanie niewymierności z mianownika a.k.a pan odkurza mianownik:
99 najfajniejszych rzeczy

Opublikowano

83. Polaroid

99 najfajniejszych rzeczy

83. Polaroid

Polaroid — ten sam, który swego czasu trochę umarł, ale ostatnio trochę zmartwychwstał w nieco innym wydaniu, m.in. dzięki imitującym jego barwy instagramowym filtrom. Żeby nie było — stylizacja cyfrowych zdjęć na te polaroidowe nie jest niczym fajnym. Pokazuje za to, jak fajnym wynalazkiem był Polaroid pozwalający na natychmiastowe drukowanie zdjęć w ciekawym formacie i ekspresyjnych kolorach.

Ja z polaroidami mam kilka mglistych wspomnień z połowy lat 90., z którychś wakacji, kiedy miałem kilka lat, a ktoś miał aparat i robił nim zdjęcia. Kilka z nich powinno jeszcze gdzieś być. To zawsze była dość droga zabawa (ostatnio nawet bardziej), ale wydaje mi się, że podobnie jak w przypadku płyt winylowych fajność polaroidów jeszcze długo nie pozwoli odejść im w zapomnienie.

Opublikowano

84. Total Shreds

99 najfajniejszych rzeczy

84. Total Shreds

Kolejna pozycja, która może brzmieć egzotycznie, ale wierzę, że sama idea nie jest wam obca. Total Shreds to co prawda nie nazwa zjawiska, a jednego z bardziej popularnych youtube’owych kanałów, które się procederem zajmują. Z braku lepszego określenia, postanowiłem więc wykorzystać tę nazwę, która po przetłumaczeniu na polski (~”całkowite odarcie”) całkiem nieźle oddaje, o co chodzi.

A w telegraficznym skrócie chodzi o odarcie teledysku muzycznego z muzyki. Nie jest to jednak ani a cappella, ani klip bez dźwięku. Poza wspomnianym odarciem dopasowuje się bowiem do scen w klipie odgłosy faktycznie odpowiadające temu, co pokazywane jest na ekranie, a bywa, że niektóre wersje fabrykują nawet wokal. Proceder zakrojony jest dość szeroko, ale najbardziej ikonicznym przykładem pozostaje wersja nadto ekspresyjnego „Dancing in the Street” Bowiego i Jaggera, z której zresztą pochodzi ujęcie powyżej.

Twórcy nie oszczędzają nikogo: jest więc „Smells Like Teen Spirit”, „Gangnam Style”, „The Hardest Button to Button” Stripesów, „Happy” Pharrella czy „Anaconda” Nicki Minaj. Oczywiście, jak to w internecie, jest sporo średnich czy słabych rzeczy, ale te najlepsze są naprawdę fajne.

Opublikowano

85. RYM, czyli muzyczny filmweb dla ogarniętych ludzi

99 najfajniejszych rzeczy

85. RYM, czyli muzyczny filmweb dla ogarniętych ludzi

Zabawki dla dorosłych ostatecznie wygrywają z zabawkami dla dzieci, chociaż właściwie nie do końca. Mało kto na Rate Your Music jest bowiem tak naprawdę dorosły i nie chodzi mi tu o faktyczny wiek, a o dalece zbyt poważne traktowanie kwestii, które są zwyczajnie mało istotne. To swoją drogą mogłoby znaleźć się w tym zestawieniu na osobnej lokacie, jeśli byłbym choć trochę bardziej ironiczny. Nie będę opisywał o co w RYM-ie chodzi, to, uznaję, jest chyba całkiem jasne — ocenia i kataloguje się muzykę. Można też w dowolnym miejscu dodać tag, dopisać komentarz albo recenzję. Recenzję może napisać każdy i czasem jest to elaborat na 20 stron, a czasem jedno zdanie. Oczywiście, jak to w internetach, jest na RYM-ie sporo ludzi, którzy mają coś do przekazania i potrafią ubrać to w słowa, ale też sporo miernoty i trolli. Niemniej jednak specyficzne poczucie humoru i nawet bardziej specyficzny, ale jednak po stronie szeroko pojętego ogarniania rzeczywistości, gust (Natural Snow Buildings anyone?) robią robotę. RYM jest fajny.

Opublikowano

86. Lego

99 najfajniejszych rzeczy

86. Lego

Jeszcze nie tak dawno myślałem, że fascynację Lego mam zdecydowanie za sobą, ale Lego Movie pokazało mi, jak bardzo się myliłem. Fascynacja nie jest w tym kontekście może w pełni uprawnionym słowem, ale zdałem sobie sprawę z fenomenu klocków, z których zbudowane zostało w dużej mierze moje dzieciństwo. Najciekawsze jest w tym wszystkim to, że żeby Lego były ekscytujące nie potrzebujemy ich fizycznie. Obcowanie z samą koncepcją i wykonaniem dostarczają niewiarygodnej wręcz frajdy. Budowanie to już kolejny krok, który niektórych może trochę zmęczyć, choć jeśli zasoby są prawilne i nie brakuje wyobraźni, hulaj dusza, piekła nie ma! No i w przypadku, jeśli mamy więcej niż dziesięć lat, pozostaje jeszcze dość problematyczna kwestia co z takim zbudowanym z Lego obiektem robić? Pozwolić mu kurzyć się na półce? A kurzenie się, jak wiemy, jest przecież rzeczą wybitnie niefajną. Ale tak jak pisałem — już sama ewolucja Lego, przegląd tego, jak wyglądały ludziki, zestawy i serie w kolejnych latach i dekadach jest rzeczą naprawdę ciekawą, zwłaszcza jeśli mamy sami jakiś punkt odniesienia — pamiętamy Lego swojego dzieciństwa. Miewają czasem w księgarniach gruby bogato ilustrowany wielkoformatowy album właśnie o ewolucji Lego — warto rzucić okiem. Jest dość drogi, ale może kupić też warto? Dziś pewnie prędzej zdecydowałbym się na taką książkę, aniżeli na jakikolwiek zestaw, chyba że historyczny. A tych, jak się okazuje, w internecie nie brakuje.

Opublikowano

87. Jedzenie pałeczkami

99 najfajniejszych rzeczy

87. Jedzenie pałeczkami

Z początku może być frustrujące, a jeszcze zanim — zazwyczaj całkiem zabawne czy nawet w jakiś sposób fascynujące. A byłoby nawet fajniejsze, gdyby nie to, że szybko okazuje się, że w przypadku niektórych potraw jest po prostu dużo bardziej praktyczne. Podobnie jak przy posługiwaniu się naszymi sztućcami (czego większość osób nie potrafi — nie uczą tego ani w szkołach, ani, jak się okazuje, w domach) przy jedzeniu pałeczkami także obowiązuje pewna etykieta. Nie można pałeczek oblizywać, nabijać na nie jedzenia, mieszać nimi zupy). No i oczywiście pozostaje trudna sztuka sprawnego nabierania jedzenia, która przy niektórych pokarmach (np. zupach z makaronem typu noodle) przychodzi łatwo, a przy innych, bardziej rozdrobnionych — trudniej.

Opublikowano

88. Sterowce

99 najfajniejszych rzeczy

88. Sterowce

Chciałbym móc napisać, że wracamy na ziemię, ale niestety nadal szybujemy w przestworzach — tym razem dosłownie. Sterowce to fascynujące pojazdy — ogromne wypełnione helem lub wodorem konstrukcje przypominające balon potrafiły wznosić się na wysokość kilku kilometrów, a osiągana przez nie prędkość nie przekraczała czterdziestu kilometrów na godzinę (choć czytałem, że współczesne sterowce mogą poruszać się nawet trzy, cztery razy szybciej). Całością kierowano za pomocą steru, skąd zresztą pochodzi polska nazwa. Ze względu na rosnącą liczbę wypadków śmiertelnych z udziałem sterowców jako środek transportu zostały porzucone na początku lat 30. Niemniej jednak przez pierwsze trzy dekady XX wieku stały się powietrzną wizytówką nowej epoki, symbolem podboju nieba przez człowieka. Obecnie sterowce wykorzystuje się w zdecydowanej większości w celach reklamowych, ale w rozmaitych wariantach służą także turystycznie, militarnie i transportowo. Niezależnie od tego widok sterowca pomykającego po bezchmurnym niebie to niewątpliwie jedna z najfajniejszych rzeczy.

Opublikowano

89. Odblaskowe kamizelki dla zwierząt

99 najfajniejszych rzeczy

89. Odblaskowe kamizelki dla zwierząt

Nie od dziś wiadomo, że cokolwiek chcielibyśmy sprzedać ludziom, uda się zdecydowanie lepiej, jeśli zaangażujemy do tego celu zwierzęta. Trzeba oczywiście mieć na uwadze aktywistów z PETA, którzy skutecznie potrafią zrujnować najlepszy plan marketingowy, ale zasadniczo pokazanie rozmaitych zwierząt w sytuacjach bardziej ludzkich niż zwierzęcych jest rzeczą fundamentalnie fajną (to zresztą nie jedyny taki przykład w cyklu, stay tuned). Jaki jest więc najskuteczniejszy sposób na promocję bezpieczeństwa wśród pieszych na drogach? Tak, tak, owszem, ubranie kur w kamizelki odblaskowe. Oczywiście dla ich własnego bezpieczeństwa. Błądzące kury zwłaszcza w Skandynawii, gdzie przez cały czas jest ciemno, a przynajmniej szaro, bardzo często padają ofiarami nieświadomych niczego kierowców. Nie z własnej winy oczywiście — nie wiem, czy wiecie, ale kury są bardzo inteligentne. Jedna kura potrafi zapamiętać i rozpoznać do 180 głosów innych kur. Winny jest brak odblasków i przede wszystkim pijani kierowcy-piraci-szaleńcy maniakalnie nieodblaskowe kury rozjeżdżający! No to jest na to sposób — nasze kury są bezpieczne, PETA nie ma powodów, żeby się czepiać, a cały świat już wie.

Opublikowano

90. Somnambulizm

99 najfajniejszych rzeczy

90. Somnambulizm

Somnambulikom może nie być do śmiechu, ale jest w ich przypadłości coś jednako fascynującego, przerażającego i właśnie fajnego. Inaczej rzecz będzie przedstawiać się oczywiście w realnym życiu, a inaczej w kinie i literaturze, ale sam motyw lunatykowania można zaaranżować na tyle ciekawie, że powieść sama się napisze, a film — nakręci. Jest to też jakaś forma (choć mimowolna) ucieczki od (a właściwie do, znowu plotę) rzeczywistości, podczas której codzienne schematy nabierają nowych mistycznych znaczeń. Wokalizę somnambulików śpiewała Wanda Warska.