Opublikowano

Kurtkowo — filmowo

Skoro już zabrałem się za układanie swojego życia (hehe) według porządku arytmetycznego (vide doklejanie tytułów do numerków), postanowiłem iść za ciosem i wybrać kilka filmów, które w jakiś sposób targnęły się na moje życie (hehe²). Kilka z tych obrazów na tę okoliczność obejrzałem ponownie, ale w większości pozwoliłem mej pamięci, z niekłamaną zresztą przyjemnością, nadpsuć na swój własny sposób ich faktyczny wydźwięk i przebieg. Znaleźć tu można i takie przypadki, którym dopiero po czasie, gdy już trochę okrzepło wspomnienie o nich, doprawiłem rozmaite walory. Ja tylko numeruję, mnożenie i dzielenie pozostawiam wam.

40. Suspiria

Odgłosy reż. Dario Argento (Włochy, 1977)
Nie potrafię oprzeć się połączeniu psychodelii, tajemnicy i estetyki z pogranicza kiczu. Chaotyczne przedstawienie i realizacja tej historii jedynie dodają jej blasku!

39. There Will Be Blood

Aż poleje się krew reż. Paul Thomas Anderson (USA, 2007)
Wampiryczna reinterpretacja Obywatela Kane’a zrobiona z kubrickowskim rozmachem. Rewelacyjne role Lewisa i Dano, genialny kompozytorski debiut Greenwooda.

38. The Breakfast Club

Klub winowajców reż. John Hughes (USA, 1985)
Kino dla nastolatków wcale nie musi być stracone. Arcydzieło w swojej kategorii i jeden z najfajniejszych filmów, jakie kiedykolwiek powstały. No i wspaniała Molly Ringwald w jednej z głównych ról.

37. Un condamné à mort s’est échappé ou Le vent souffle où il veut

Ucieczka skazańca reż. Robert Bresson (Francja, 1956)
Skonstruowany z chirurgiczną precyzją, skrupulatny, wręcz medytacyjny, ale niesamowicie realistyczny i gęsty.

36. 山椒大夫

Zarządca Sanshô reż. Kenji Mizoguchi (Japonia, 1954)
Być może najbardziej wzruszający w swojej rozbrajającej prostolinijności film, jaki kiedykolwiek widziałem. Jednocześnie zrobiony jednak z właściwym okolicznościom artyzmem i realizmem.

35. What Ever Happened to Baby Jane?

Co się zdarzyło Baby Jane? reż. Robert Aldrich (USA, 1962)
Hollywood zaczyna rozliczać się ze swoich ofiar. Maniakalny pojedynek prawdziwych rywalek — Bette Davis i Joan Crawford.

34. Siekierezada

reż. Witold Leszczyński (Polska, 1985)
Obejrzany zupełnie przypadkiem, niemal mimochodem, zawartym w sobie ładunkiem emocjonalnym odcisnął na mnie ogromne piętno. Wielowymiarowe doświadczenie emocjonalne.

33. La notte

Noc reż. Michelangelo Antonioni (Francja, Włochy, 1961)
Antonioni po raz kolejny na tropie ludzkiej natury — tym razem w objęciach przesyconej zapachem deszczu mediolańskiej nocy. Poezja wtrącona między prozę.

32. A Charlie Brown Christmas

Święta Charliego Browna reż. Bill Melendez (USA, 1965)
Najpiękniejsza bożonarodzeniowa historia, najczęściej oglądany przeze mnie film. Charlie Brown w poszukiwaniu prawdziwego sensu świąt opatulony ponurym humorem Charlesa M. Schultza i impresjonistycznym jazzem Vince’a Guaraldiego.

31. La maman et la putain

Mama i dziwka reż. Jean Eustache (Francja, 1973)
Jean-Luc Godard skropiony Woody’m Allenem — paryskie życie początku lat 70. z wszelkimi jego przyległościami.

30. To Speak or Not to Speak

Mówić albo nie mówić reż. Raoul Servais (Belgia, 1970)
Dziesięciominutowa animacja w doskonały sposób objaśniająca sposoby funkcjonowania systemu — bez nuty fałszu czy chwili zawahania. Przez 45 lat nie stracił niczego ze swojej aktualności.

29. Rope

Sznur reż. Alfred Hitchcock (USA, 1948)
Bezpośrednio po seansie wzbudził we mnie pewne oburzenie, a nawet odrazę, ale do dziś nie mogę o nim zapomnieć. Hitchcock był nie tylko mistrzem suspensu, ale i retoryki, dzięki czemu w konwencji prostego dramatu teatralnego potrafił wyczarować prawdziwe arcydzieło.

28. ハウス

Dom reż. Nobuhiko Ôbayashi (Japonia, 1977)
Tak się robi kino rozrywkowe! Z rozmachem! Surrealistyczne, kolorowe, kiczowate — jak widać granica między rewelacyjnym a bardzo złym jest niesamowicie cienka.

27. Il deserto dei Tartari

Pustynia Tatarów reż. Valerio Zurlini (Francja, Włochy, RFN, 1976)
Film totalny. Wojna bez ani jednego wystrzału. Gęsta psychologicznie wojna dziejąca się być może naprawdę, a być może w głowach głównych bohaterów.

26. 切腹

Harakiri reż. Masaki Kobayashi (Japonia, 1962)
Perfekcyjnie skalibrowana i przeprowadzona samurajska opowieść skrywająca gorzką odwieczną prawdę o zachowaniach ludzkich. Leje się wino i są igrzyska, ale w co najmniej przewrotny sposób.

25. The Shining

Lśnienie reż. Stanley Kubrick (Wielka Brytania, USA, 1980)
Przez długi czas miałem w zwyczaju powtarzać, że kino skończyło się w 1980, mając w głowie ten film jako ostatnie wielkie dzieło kinematografii. W swoim maniakalnym bezsensie jeden z najbardziej przerażających obrazów, jakie kiedykolwiek oglądałem.

24. La passion de Jeanne d’Arc

Męczeństwo Joanny d’Arc reż. Carl Theodor Dreyer (Francja, 1928)
Trudno znaleźć film bardziej realistyczny i surrealistyczny zarazem. Twarz Falconetti po mistrzowsku wyraża wszystkie niuanse tej pełnej poświęcenia i cierpienia historii, sprawiając, że widz staje się naocznym świadkiem tych wydarzeń. Z kolei reżyseria artystyczna Dreyera rzuca na obraz pewien nierzeczywisty cień, który dodaje całości charakteru i blasku. Arcydzieło kina niemego.

23. 寄生虫の一夜

Nocne pasożyty reż. Yoji Kuri (Japonia, 1972)
Jeden z najbardziej intrygujących i hipnotyzujących filmów, jakie widziałem — surrealistyczny horror senny odstręczający i zachwycający swoją machinalną powierzchownością, pozwalający widzowi zgubić się w przedstawionym świecie, który z każdą minutą staje się coraz bardziej podobny do otaczającej nas rzeczywistości.

22. Սայաթ-Նովա

Barwy granatu reż. Siergiej Paradżanow (ZSRR, 1968)
Życie poety. Film-zagadka — jeden z najpiękniejszych wizualnie obrazów w historii kina, wielobarwny kordonek, którego rozwinięcie to nie lada sztuka. Wizualne i koncepcyjne arcydzieło.

21. They Shoot Horses, Don’t They?

Czyż nie dobija się koni? reż. Sydney Pollack (USA, 1969)
I znów rolach głównych ludzka natura, wino i igrzyska, koło czasów i taniec — tylko życia czy śmierci?

20. Sunset Blvd.

Bulwar Zachodzącego Słońca reż. Billy Wilder (USA, 1950)
Być może nie bez znaczenia były okoliczności, w jakich ten film widziałem — by go obejrzeć w telewizji specjalnie wstałem w środku nocy, a wraz z dramatycznym finałem, przywitał mnie świt. Może także dzięki temu (choć bezsprzecznie dzięki wirtuozerii Wildera i obłędnej próbie aktorskiej Glorii Swanson grającej przecież poniekąd samą siebie) doświadczyłem wówczas kina noir w jego pełnym wymiarze.

19. El ángel exterminador

Anioł zagłady reż. Luis Buñuel (Meksyk, 1962)
Buñuel błyskotliwie i brutalnie rozprawia się z konwenansami. Dochodzi przy tym do sedna ludzkiej natury, wobec której także nie pozostaje dłużny, wykorzystując do tego cały arsenał, jaki daje mu kino.

18. The Last Picture Show

Ostatni seans filmowy reż. Peter Bogdanovitch (USA, 1971)
Obezwładniająca melancholia z Hankiem Williamsem w tle. Generacja nic skazana przez czas i miejsce na beznamiętne dożywocie w samym sercu pustkowia.

17. 12 Angry Men

Dwunastu gniewnych ludzi reż. Sidney Lumet (USA, 1957)
Sześćdziesiąt lat później jest równie mocny i aktualny co w chwili premiery. Kameralne kino zbudowane wokół znakomitej koncepcji i jej pieczołowitej realizacji, działające na wyobraźnię, silnie włączając widza w bieg historii.

16. Kárhozat

Potępienie reż. Béla Tarr (Węgry, 1988)
Tarr jak zwykle wydobywa z prozy codzienności magiczny pierwiastek dzięki niezwykle żywym, choć w istocie ponurym, noirowym zdjęciom i wieloznacznej fabule.

15. 怪談

Kwaidan, czyli opowieści niesamowite reż. Masako Kobayashi (Japonia, 1964)
Niezwykle plastyczna i artystycznie skrojona antologia filmowa — cztery tradycyjne japońskie opowieści o duchach na duży ekran zostały przeniesione przez Kobayashiego po mistrzowsku.

14. Det sjunde inseglet

Siódma pieczęć reż. Ingmar Bergman (Szwecja, 1957)
Bergman przy pomocy prostej, ale jakże trafionej metafory pojedynku szachowego porusza szereg fundamentalnych dla życia ludzkiego zagadnień. Fenomenalny film!

13. Popiół i diament

reż. Andrzej Wajda (Polska, 1958)
Polska szkoła filmowa w najlepszym wydaniu! Wajda ekranizuje prozę Andrzejewskiego, ale zupełnie inaczej rozkłada akcenty. Scena, w której biesiadnicy tańczą niby w transie do kakofonicznego Poloneza As-dur Chopina to być może moja ulubiona scena filmowa w historii kina.

12. La grande bellezza

Wielkie piękno reż. Paolo Sorrentino (Francja, Włochy, 2013)
Czy gdyby Fellini tworzył obecnie, użyłby elektro jako środka artystycznego? Współczesność, jak pokazuje Sorrentino, jest szalenie fascynująca. Prawda o ludziach, życiu i sztuce. Wysokiej i niskiej na równych prawach w nieuniknionych objęciach post-modernizmu.

11. Rear Window

Okno na podwórze reż. Alfred Hitchcock (USA, 1954)
Modelowy przykład magii Hollywood — Okno na podwórze ma wszystko, co powinien mieć doskonały amerykański film — napięcie, zagadkę, humor i wątek miłosny. Hitchcock po raz kolejny robi coś z niczego, a na deser w jednej z głównych ról zjawiskowa Grace Kelly. Tak się robi kino!

10. Ordet

Słowo reż. Carl Theodor Dreyer (Dania, 1955)
Najbardziej budujący i obezwładniający film zarazem. Dreyer mierzy się z przekonaniem, że współcześnie Bóg opuścił ludzi, a życie obecnie niewiele ma wspólnego z tym z czasów biblijnych. Wyczekany finał jest być może najwspanialszym zakończeniem w historii kina.

9. Metropolis

reż. Fritz Lang (Niemcy, 1927)
Myślę „ulubiony film niemy” — mówię Metropolis. Środki artystyczne niemieckiego ekspresjonizmu mieszają się tu w spektakularnej oprawie z czystej krwi dystopijnym retrofuturyzmem. Trudno przecenić wpływ Metropolis na popkulturę ostatniego stulecia, a co za tym idzie — na nas samych.

8. Who’s Afraid of Virginia Woolf?

Kto się boi Virginii Woolf? reż. Mike Nichols (USA, 1966)
Kameralny dramat najwyższej próby. Nichols przy pomocy zaledwie czwórki bohaterów buduje intensywną i emocjonującą fabułę pełną zwrotów akcji w klimacie New Hollywood. Przeszywa na wskroś obusiecznym mieczem, gdzie jednym ostrzem jest atmosfera zbyt długo przeciągniętej libacji alkoholowej, a drugą szczerość i realizm znakomitych kreacji aktorskich.

7. Annie Hall

Annie Hall reż. Woody Allen (USA, 1977)
Swego czasu mój ulubiony film w ogóle, od czasu gdy przypadkiem zobaczyłem go któregoś wieczoru nieświadomy zresztą, co oglądam, na TCM. Później obejrzałem go po raz kolejny i kolejny, kolejny, a dyskurs Woody’ego Allena stał się dla mnie w pewnym sensie wyznacznikiem intelektualnej fajności. Annie Hall jest tego dyskursu kwintesencją.

6. Иди и смотри

Idź i patrz reż. Elem Klimow (ZSRR, 1985)
Wojna świadomie, ale nie zuchwale odarta z — dopisywanych do niej zbyt często — poetyki i filozofii.

5. 2001: A Space Odyssey

2001: Odyseja kosmiczna reż. Stanley Kubrick (Wielka Brytania, USA, 1968)
Najlepszy kolorowy film, jaki kiedykolwiek powstał. Świadome operowanie kolorem w kinie jest trudniejsze niż mogłoby się nam, dzieciom kolorowej telewizji, wydawać. Ale właśnie dzięki barwom konstytuującym wizję Kubricka, udało mu się stworzyć arcydzieło nie tylko koncepcyjne, ale i wizualne.

4. Citizen Kane

Obywatel Kane reż. Orson Welles (USA, 1941)
O tym filmie powiedziano i napisano już tyle, że kolejna (blada zresztą) opinia utopiłaby się w oceanie. Historia życia człowieka od urodzenia do śmierci — po amerykańsku — z rozmachem! Dwie godziny Hollywood w najlepszym wydaniu i szczypta prawdy o każdym z nas. Najlepsze, co dało światu amerykańskie kino!

3. La dolce vita

Słodkie życie reż. Federico Fellini (Francja, Włochy, 1960)
Przez wiele lat nieoglądania La dolce vita irracjonalnie nie wierzyłem, że Fellini mógłby mnie w jakikolwiek sposób zainteresować, a tym czasem w dużej mierze dzięki temu filmowi pozbyłem się wszystkich swoich uprzedzeń względem kultury i języka włoskiego. Słodkie życie jest w zasadzie słodko-gorzkie i właśnie dlatego tak nęcące — ani przez chwilę nie jest bez smaku.

2. L’année dernière à Marienbad

Zeszłego roku w Marienbadzie reż. Alain Resnais (Włochy, Francja, 1961)
Historia jest sprawą drugorzędną, ba!, nie wiadomo, czy w ogóle się wydarzyła, kiedy, po między kim i w jakich okolicznościach. Marienbad jest na tyle ulotny, na ile ulotny są sny, a jednak, kiedy trwa, jawi się przed nami, nie może być bardziej rzeczywisty. Film Alaina Resnais ma w sobie coś z kina detektywistycznego, ale na zupełnie innej płaszczyźnie — detektywem jest tu jedynie widz, którego zadaniem jest dopasowanie do siebie elementów logicznej, ale zawiłej i rządzącej się własnymi prawami onirycznej układanki. Esencja kina.

1. 人間の條件

Dola człowiecza reż. Masaki Kobayashi (Japonia, 1958-1961)
„Nie można wyrzec się panowania ani przestać pragnąć, by mu służono. Każdemu trzeba niewolników jak powietrza (…) Siła rozstrzyga wszystko”. — Albert Camus

Niezrównana trylogia antywojenna. Wojna jako samonapędzający się organizm. Z góry przegrana walka z potężną machiną zmieniającą ludzi, gaszącą ich ideały, a ostatecznie doprowadzającą do upadku człowieczeństwa.

3 przemyślenia nt. „Kurtkowo — filmowo

  1. […] jako Klub winowajców niezobowiązującej 80sowej komedii dla nastolatków pojawiło się już w Kurtkowo Filmowo, gdzie nie tylko nazwałem film arcydziełem, ale przede wszystkim określiłem go jako jeden z […]

    1. Short, sweet, to the point, FRxaEe-Ectly as information should be!

    2. Hi,i was there just yesterday. Beer was good, waiter was ok, but "Plzensky" Gulash was terrible.It's not first time food was bad there, but this time it had only one taste: pepper. Next time i'll choose some restaurant at Vinohradska street.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *