Opublikowano

75. Festiwale filmowe

99 najfajniejszych rzeczy

75. Festiwale filmowe

Co może być fajniejsze niż festiwale muzyczne. Minione pozycje dostarczały cząstkowych odpowiedzi, ale dopiero tę możemy przeciwstawić festiwalom muzycznym w sposób pełny i bezpośredni. Otóż festiwale filmowe naprawdę potrafią być bardziej ekscytujące, nawet dla kogoś, kto zasadniczo przedkłada muzykę nad film (takiego jak ja), a już na pewno są od festiwali muzycznych fajniejsze. Problem tkwi w tym, że trudno racjonalnie i przy pomocy słów wyrazić na czym ta fajność w zasadzie polega. Gdyby nie festiwale filmowe, prawdopodobnie nie miałbym okazji (czyt. siły, pieniędzy, motywacji), by w ciągu jednego dnia wybrać się do kina na więcej niż jeden film, a tak zdarzyło mi się kiedyś zobaczyć ich jednego dnia pięć. Festiwale filmowe bywają mniejsze i większe — te większe, jak wrocławskie Nowe Horyzonty, są ciekawsze o tyle, że filmów i pokazów jest co niemiara — w tym samym momencie czasem wyświetlanych jest nawet 10 różnych obrazów. Żeby więc taki festiwal przeżyć jak najpełniej trzeba się do niego trochę przygotować, a przede wszystkim przygotować się na maraton (w przypadku NH — dziesięciodniowy), kiedy wszystko inne ma znaczenie drugorzędne, a liczy się kino. Na ten czas staje się naszym drugim domem. Planowania sobie czasu nie widać końca. Widać za to ludzi przysypiających w kinie. Najlepszym elementem festiwali filmowych są jednak kluby festiwalowe, gdzie do białego rana potrafią toczyć się burzliwe dyskusje zarówno o festiwalowych filmach, jak i zupełnie o niczym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *