Opublikowano

Sen

Bure błoto Švankmajera

Bure błoto Švankmajera


Przydarzył mi się dziś dziwaczny sen. W ramach makabrycznego eksperymentu moje życie z całym dobrodziejstwem doświadczeń, upodobań, powiązań podzielono na dwa arbitralną kreską, a następnie każdą z części zupełnie osobno nakarmiono sztuczną inteligencję, która w oparciu o własne konteksty zaczęła je po swojemu wypełniać i rearanżować. Następnie te dwie połowy, zupełnie już na tym etapie do siebie nieprzystające, próbowano zmusić do dialogu. Efekt był telenowelowy, sensacyjny, ale też w miarę rozwoju sytuacji coraz bardziej pozbawiony sensu i oryginalnych kontekstów, którymi nakarmiono pierwotnie ejaj. A ja, czy raczej resztki mnie rozrzucone coraz bardziej bezwolnie w tym wszystkim, nie potrafiłem się z niego uwolnić. W międzyczasie zadzwonił budzik, później kolejny i kolejny, a ja wciąż nie potrafiłem przerwać — to wroga agenda — mruczało podprogowo ejaj, a ja chciałem/musiałem mu wierzyć, coraz bardziej jednocześnie stapiając się w burą breję, trochę jak w „Wymiarze dialogu” Švankmajera. Bura breja ostatecznie zlała się w jedno, i jak na telenowelę przystało, wypełniła sobą coś na kształt ekranu. W jej trzewiach zachodziły jednak wciąż sensacyjne wydarzenia z „moim” „udziałem” — trochę jakby przelewały się soki trawienne, albo jak wybuchy na słońcu, ale cała struktura, choć wydawała się rzeczywista i namacalna, wcale taka nie była. Niby istniała, ale nie dało się jej ująć, jakby wyświetlano ją rzutnikiem, co nie przeszkadzało jej wyglądać coraz bardziej paskudnie. Ostatecznie cały pozatykany tym mentalnym błotem, ale jednak się obudziłem.

Dodaj komentarz