Opublikowano

41. Kermit

99 najfajniejszych rzeczy

41. Kermit

Absolutnie nie śmiałbym sugerować, jakoby Kermit, najwspanialsza żaba na świecie był rzeczą. Wręcz przeciwnie. W czasach upadających autorytetów jest jedną z niewielu postaci, którym byłbym w stanie takie miano nadać — może trochę z sentymentu, bo jednak Kermit był w moim życiu od dziecka, ale przede wszystkim ze względu na zaufanie, jakim go wówczas obdarzyłem, a którego nigdy nie nadwyrężył i jestem przekonany, że tego nie zrobi.

Ci, którzy znają mnie osobiście, zauważyli z pewnością, że mimo upływu lat nadal w pewnych sytuacjach nie mogę powstrzymać się od naśladowania sposobu bycia Kermita. Robię to niby z pewną nonszalancją, której Kermitowi odrobinę brakuje (nie ma się czemu dziwić, jest raczej małą, spiętą żabką), ale przede wszystkim ze świadomością, że nigdy nie będę równie fajny co Kermit — że tego co on wyssał z mlekiem(?) matki, ja, marny naturszczyk, z braku żabich genów nie zdołam nigdy przyswoić i przenieść z właściwą jemu naturalnością na własne jestestwo.

Ale Kermit też mnie kilku ważnych rzeczy nauczył — to nie jest tak, że spoglądałem na niego z uwielbieniem jedynie ze względu na ujmujący sposób bycia, nieskazitelnie pluszową zieloną cerę czy równie zielony kołnierz ułożony z filuterną niedbałością. Tak, to wszystko także było dla mnie ważne, ale równie istotne było to, co Kermit był w stanie mi przekazać i jak, koniec końców, zmienił moje życie. Nauczył mnie choćby tego jak być zabawnym wbrew sobie. To wbrew pozorom bardzo ważna umiejętność, zwłaszcza jeśli z natury nie jest się szczególnie zabawnym, ale jednak z racji tego, że nie jest się też leżącym przy drodze kamieniem, wykazuje się jakąś potrzebę socjalizacji i zaczątki (jednak!) poczucia humoru. I takie mimowolne żarty na granicy obojętności i błazenady, ale, co ważne, bez robienia z siebie pośmiewiska (przynajmniej w założeniu) w moim repertuarze to zasługa tego małego zielonego jegomościa. Najważniejszą rzeczą jednak, którą Kermit mi przekazał, a ja pokiwałem machinalnie głową z udawanym zrozumieniem, a dopiero lata później faktycznie ją zrozumiałem, było to, że choć niełatwo być zielonym, nie ma w tym niczego niewłaściwego. Absolutnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *