Opublikowano

49. Pomelo

99 najfajniejszych rzeczy

49. Pomelo

Zacząłem o pomelo pisać jesienią. Pisać to duże słowo. Wybrałem zdjęcie z Google Images, nie podpisując źródła i napisałem Pomelo. Zawiesiłem się na pół roku, bo nie miałem pewności, czy aby owe pomelo rzeczywiście posiada przymioty, które pozwalają, by opisywać je słowem najfajniejsze. W międzyczasie jednak przydarzyła się zima, podczas której miałem wiele pomelo. Nie wszystkie wspominam dobrze. Jedno było zupełnie czerwone, inne wydawało się wyschnąć w środku wiele lat wcześniej i tkwić bezsilnie w stanie chemicznej konserwacji do momentu, gdy wbiłem w nie przesadzonych rozmiarów nóż do mięsa. Ale ogólnie pomelo po raz kolejny uratowało mi życie. Nie będę pisał o wartościach odżywczych. Mam to gdzieś. Pomelo jest fajne. Wygląda jak przerośnięty jajowaty grejpfrut, ale już w smaku plasuje się bliżej pomarańczy. Ma jednak tę podstawową zaletę, że nie leje się z niego sok jak pojebany. Dzięki mięsistemu wnętrzu, dającemu z łatwością odseparować owoc od skóry można pomelo spożyć kulturalnie, a nawet w kulturalnym towarzystwie. Samo pomelo malutką łyżeczką zjada na śniadanie wszystkie inne cytrusy. Mankament jest taki, że tak jak przed zimą nie potrafiłem ująć istoty jego fajności, bo przez lato niemal zapomniałem jego smak, tak i teraz nie potrafię. Czas na banalny finał, który niczego nie wyjaśni: najlepiej spróbować samemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *