Opublikowano

81. „The Laughing Gnome”

99 najfajniejszych rzeczy

81. „The Laughing Gnome”

„Ha ha ha, hi hi hi! I’m the laughing gnome and you can’t catch me!” — rzekł śmiejący się gnom. Lata 60. były na swój sposób wylęgarnią muzycznego sutenerstwa, by przywołać chociażby mechaniczne psy wyszczekujące „Jingle Bells” czy szalonego samozwańczego następcę Napoleona śmiejącego się od tyłu w piosence o zakładzie psychiatrycznym. W ten trend w pewnym momencie wpasował się także nasz bohater, który w 1967 roku musiał być tak spragniony sławy, że nie tylko zgodził się zaśpiewać, ale sam napisał „The Laughing Gnome”, w którym poza funkcją rzucającego jak z rękawa suchymi żartami narratora, wcielił się także w samego gnoma o głosie wypitchowanym a la Chip i Dale. Dziwaczna barokowa komedia, Bowie w niezręcznym duecie z samym sobą. Najbardziej żenujący fragment jego dyskografii. Uwielbiam!

Na potrzeby cyklu „The Laughing Gnome” może być odczytywane na wiele różnych sposobów — jako symbol pewnej epoki w muzyce, która bezpowrotnie dobiegła końca, jako przykład dystansu do samego siebie czy też jako przedstawiciel niepoważnego utworu w dyskografii poważnego muzyka. Sami wybierzcie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *