Opublikowano

oda truchła do życia

ja

zarys życia

stary druhu,

gdy już wydawało mi się, że śmierć umościła mi posłanie na tyle wygodne, że gotów byłem zatonąć bez reszty w śnie niemożliwie słodkim i głębokim, wybudziło mnie wątłe echo twego głosu.

oto nastał świt. krwawy i niepewny.

zrodził jednak wspomnienie dnia na tyle wyraźne, że wplątał się we wszystkie moje członki i powiódł jak somnambulika — nagiego i ślepego na szlak, który może niegdyś znałem, a może ledwie mi się przyśnił — z żywej rozpaczy za porzuconym przed wiekami łonem.

wydarty tak z jednej sceny, a wklejony w inną, oblepiony sobą samym, zapamiętały w oszalałym zapomnieniu, porzucony na skraju czasu, miejsca i akcji — rozpocząłem mozolną ku tobie tułaczkę.

ratować strzępy tej młodości, która jeszcze nie ustała we mnie. zachować jej istotę na wieczność, choć przez chwilę! sięgnąć jej, pochwycić i trwać tak oburącz kurczowo, nim powiędną cienkie palce — jeden po drugim, a może wszystkie zupełnie w tej samej chwili.

uchwycić się w tym geście, lecz nie w lunatycznym spektaklu odegranym w apatycznej trwodze, nie w dorywczym szale ekstatycznego zapomnienia, gdy zmysły krzyczą głośniej niż rozum i serce; a stojąc twardo i rześko ze wzrokiem bystrym i nowym, choćby wśród krzyków gromkich i głośnych.

Opublikowano

kiedy o świcie usłyszysz mój płacz

ja

portret nocny

na wzór twój i podobieństwo
nakreśliłem bezbarwną kredą własny portret

pod naciskiem mojej lewej ręki
wydała głuchy pisk,
nim wtopił się w asfalt w bezdechu upalnej nocy,
która miała nigdy nie powitać dnia

koniuszki palców i usta
wciąż pieką od papierosów,
wciąż suszy w gardle i pęka głowa

kiedy o świcie usłyszysz mój płacz,
wiedz, że to nie przez miłość, którą utraciłem,
ale przez tę, którą odzyskałem

Opublikowano

Małpa krawężnik

małpa krawężnik trabantem łoskotu
chociażby pustyni na wiele
fortepian młotkiem sznur anarchii obrał
a konwaliami zerkanie
fortuno
odbierać czci sernikom w matni krużganków nie radzę
łapiąc za słowiczy wikt apodyktycznym wspinać się rumieńcem
niebo niezborne lufcikiem umyka
euforio
gamoniem rozkroku naznacz drelichową serenadę zazdrosnej inercji
rożen kopertówek piętrzyć się latawca kameralnym szydłem
odtąd ma musieć
i musić się będzie.