Opublikowano

Ostatni list profesora

Ostatni list profesora

Bez tytułu Helen Frankenthaler, 1973


Monodram w dwóch aktach na własną kartkę papieru i sen kogoś drugiego

Dziękuję za życzenia świąteczne
To bardzo miło z twojej strony, że pamiętasz o profesorze staruszku po tych wszystkich latach
Zeszły rok był dla mnie raczej trudny, ale nie myśl, że się żalę
Mam raka płuc, lekarz przekazał mi wyrok — czas mi powoli pakować walizki — tak to ujął

Ale co u ciebie, chłopcze?
Miarkuję, że nieźle sobie poczynasz — zazdroszczę ci trochę tej energii, nie powiem
Chwytaj życie, to wspaniałe życie! Chwytaj, dopóki jest twój czas
No, cieszę się, że chociaż wygląda na to, że próbujesz — oby tak dalej

Poza tym jakoś w zeszłym roku przyszła też kartka od niej
Wygląda na to, że tym razem wybrała się do Meksyku
Pomyślałem, że może chciałeś wiedzieć

Na razie jakoś sobie radzę — zupełnie dosłownie wyciągnąłem duży kufer spod łóżka, sam nie wiem po co, bo mój pociąg wcale jeszcze nie odjeżdża, bądź spokojny
Jeśli miałbyś kiedyś okazję być gdzieś w okolicy, koniecznie do mnie zajrzyj
Jak zawsze mam ci do przekazania znacznie więcej, niż zmieściło się na tej lichej kartce
Bądź zdrów!

*

Nie odezwałeś się więcej, ale pomyślałem, że może tym razem to ja cię odwiedzę, skoro nadarzyła się okazja

To chyba szpital, prawda? Albo przynajmniej kiedyś mógł nim być, tak to wygląda
Ogromny budynek, setki schodów, ale to nic — ostatnio jakby ze mną lepiej
Kufer zostawiłem na dole, chyba nikt go nie ukradnie

Ale teraz już nie rozmawiajmy, to przecież niczego nie zmieni
Chodźmy lepiej na dach, znam już drogę, a zaraz będzie świtać — obejrzymy sobie nowy wschód