Opublikowano

błękitne niebo jaskini

ja

dłonie siergieja obrazcowa

niepewnie i po cichu
naszkicowałem bezbarwną kredą własny portret

w przybranym niedbale czernią dostojnym gmachu
nieopatrznie zacząłem łączyć ze sobą w kontur rozsiane po salach, korytarzach, uliczkach i zakamarkach kropki
— białe i czerwone plamy na pogniecionym trenie okrywającym owy gmach

stanąłem zasnuty
ukłuty nagłą refleksją
złapany w pokornej ciszy

kropek wciąż przybywało,
a czym dłużej im się przyglądałem, tym bardziej bezbarwny kontur pęczniał wydatną czerwienią
jego rys raptownie ożył, a ja zamarłem

Opublikowano

minna tadaima

ja

opieszale wykadrowany fragment kolacji u państwa nathanson toulouse-lautreca

naszkicowałem bezbarwną kredą coś na kształt twarzy
w miejscu, gdzie powinny znajdować się oczy — dwie puste jamy
pochłaniające łapczywie resztki karykaturalnego konturu

coś, co mogłoby być nosem
spłynęło groteskowo pod podłużne rozwarte wykrzywienie nibyust
ucho — jedno
raczej z tych do trzymania, niż do słyszenia
brwi — nastroszone kępki dawnego charakteru
próbowały same utrzymać w ryzach pozory jakiejś fizjonomii

to na nic — bezbarwna kreda złamała się
pod ciężarem mojej lewej ręki, wydając krótki głuchy dźwięk

nie usłyszałem go jednak
próbowałem spojrzeć przez jamy
ale ani niczego nie mogłem już dostrzec,
ani nikogo wokół już nie było

Opublikowano

(…) skąd brać czas i pieniądze, kiedy gra się na trąbce

ja

niezatytułowany rothko

na wzór twój i podobieństwo
nakreśliłem bezbarwną kredą własny portret

z przyzwyczajenia
sięgnąłem po zwisający luźno koniec
związałem go z drugim w kształtną pętelkę

niezmordowany w doraźności
w ułudzie spełnienia wyłupywałem kolejne paradoksy
oczy z łupin i łupiny w oczach

zaprosiłem siebie samego do tańca
prowadziłem
i mnie prowadzono
nim poplątane kroki złożyły się do modlitwy
o sposobność rozwiązania

Opublikowano

não identificado

ja

sir george campion courthope wymalowany ze swojego fotela
erased lord, pochoir

zalałem czarnym atramentem
nakreślony bezbarwną kredą własny portret

drżącym ruchem mojej lewej ręki
wyłowiłem z toni pojedynczą smugę

zamaszysty gest — obcy i prawdziwy
wydarł się bezgłośnie wewnątrz szkicu

liczyłem własne odbicia dojrzane w źrenicach innych
i kroki pomiędzy każdym z nich
a tym, które wciąż naiwnie miałem za własne

miarowo miąłem piętrzące się bezrozumnie atrybuty i artefakty

odszedłem dalej,
bezwiednie brocząc atramentem

Opublikowano

nibyżycie

ja

autoportret, egon schiele

na wzór twój i podobieństwo
nakreśliłem bezbarwną kredą własny portret

rozejrzałem się przedtem uważnie
najpierw w lewo, później w prawo, potem znowu w lewo
tak jakbym przechodził przez ulicę

przeciągnąłem za sobą po tłustej zebrze z wielkim mozołem
ogromny stalowy wagon — nibypełny

niby odpocząłem, nim wyszedłeś mi na spotkanie
niby byłem gotów, by dalej kreślić, rozglądać się, przeciągać z mozołem
nibyzdolny, nibyrześki

niby przeprosiłem, niby podano mi rękę na zgodę
niby wyciągnąłem się z siebie, kiedy wezbrałem w sobie
niby kochałem, choćby przed laty
niby naprawdę, niby na niby

Opublikowano

kiedy o świcie usłyszysz mój płacz

ja

portret nocny

na wzór twój i podobieństwo
nakreśliłem bezbarwną kredą własny portret

pod naciskiem mojej lewej ręki
wydała głuchy pisk,
nim wtopił się w asfalt w bezdechu upalnej nocy,
która miała nigdy nie powitać dnia

koniuszki palców i usta
wciąż pieką od papierosów,
wciąż suszy w gardle i pęka głowa

kiedy o świcie usłyszysz mój płacz,
wiedz, że to nie przez miłość, którą utraciłem,
ale przez tę, którą odzyskałem