Opublikowano

No Tweedledee, No Tweedledum: Songs to Help You Feel Slightly Better This Christmas

tweedle

Co roku wygląda to podobnie — gdzieś pomiędzy reklamą multiwitaminy dla seniorów, która bez wątpienia będzie idealnym prezentem gwiazdkowym dla babci, a okazją nie do odrzucenia, że wydając więcej, zyskasz więcej, a do tego pomożesz chorym dzieciom — pojawiają się uśmiechnięci celebryci w czapkach mikołajów starający się udowodnić, że w wigilię nawet oni mówią ludzkim głosem, możesz więc i ty. I owszem, niezależnie od formy przekazu, przekonanie kogoś, że warto spojrzeć nieco dalej niż na czubek własnego nosa i podzielić się kromką chleba (czy też całą lodówką) z potrzebującym, jak najbardziej zasługuje na pochwałę. Istnieje też jednak aspekt świąt, który trudno wpisać w format reklamy telewizyjnej. Ci z drugiej strony będą więc nieufnie przyglądać się tamtym od rozdawania lodówek, apelując, że w Świętach chodzi o to, by zwolnić — wyłączyć telefon, powiedzieć matce, że się ją kocha, spędzić z dzieckiem pół dnia na budowaniu szkaradnego zamku z klocków. Odpocznijmy od dedlajnów, popatrzmy sobie wreszcie w oczy i między kolejnymi kawałkami sernika zanudźmy się swoim towarzystwem do tego stopnia, że za tymi dedlajnami zatęsknimy.

I oczywiście, że Boże Narodzenie jest rzecz jasna dobrym czasem, by się zatrzymać i odetchnąć od codziennej bieganiny. Ja jednak w tym roku postanowiłem pójść o krok dalej i w trzynastą odsłonę świątecznego mikstejpu The Twelve Days of Christmas wpisać quasi-koncepcyjną meta-myśl, że oto znów nadarza się okazja, by spróbować względem bliskich i dalszych nam wykazać się większą empatią. Dopiero jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że myśląc lub mówiąc o innych w kategoriach empatii, kołatała mi gdzieś w głowie nieuświadomiona wcześniej myśl, że to jedna z tych największych ludzkich cnót — sposób myślenia o świecie, ludziach i rzeczach, do którego ja sam chciałbym dążyć. I pomyślałem, że jakkolwiek mnie samemu czasem z tą empatią nie idzie, jak bym chciał, spróbuję się tym punktem widzenia podzielić. Utwory na No Tweedledee, No Tweedledum są w dużej mierze wyciszające — nie znajdziecie tu tańczących zabawek (z jednym tylko wyjątkiem) czy wirujących choinek, nie znajdziecie tu też śladów przedświątecznej krzątaniny, aż wreszcie — nie będzie ani Tweedledee, ani Tweedledum, którzy zgodnie z Disneyowską interpretacją Alicji w krainie czarów jawili mi się jako sprawcy niepotrzebnych zupełnie zamieszań niesłużących nikomu, ani niczemu (a oprócz tego, hej!, mają przecież bardzo świątecznie brzmiące imiona godne psotnych ołowianych żołnierzyków porywających pozytywkową tancereczkę w wigilijną noc na świąteczną paradę zabawek). To wyciszenie jest z jednej strony wyrażeniem potrzeby swoistej życiowej harmonii, której sam ostatnio poszukuję, z drugiej zaś warunkiem, by móc z przekonaniem dążyć do większej dla drugiego człowieka empatii.

Piosenki w tym roku przedstawiają więc różne historie i perspektywy — dla kogoś święta będą czasem duchowego odnowienia, ktoś inny spojrzy na nie przez pryzmat rodzinnego spotkania, inny ktoś pogrąży się w smutku i nostalgii, a jeszcze kogoś bożonarodzeniowy blichtr, a nawet sama idea świętowania, może wprawiać w gniew. Z niektórymi z tych spojrzeń pewnie się zgodzimy, jakieś przypiszemy sobie, a w którymś dojrzymy siebie sprzed lat, w jeszcze innym zaś — kogoś, kogo dobrze znamy, ale nie możemy znaleźć z nim wspólnego języka. Jedne, przez podobieństwo doświadczeń, nawet tych dawno minionych, zyskają nasze zrozumienie, z innymi będziemy musieli się oswoić, pozostałe na długo wydadzą się nam obce. To dobry czas, by samemu w sobie tę obcość oswoić i zastanowić się, czy nie wyrządzamy komuś i sobie jakiejś krzywdy, negując doświadczenia i świadectwa innych w oparciu o swoje własne. I tego sobie i Wam życzę, nie tylko na i od święta!

Poprzednie części świątecznych pozytywek w serii dostępne są tutaj.