Opublikowano

2017: filmy

2017

Skoro uplotłem nikczemną tradycję z obnażania mojego plebejskiego gustu filmowego, po raz kolejny zobowiązany jestem siać zgorszenie wśród pasjonatów prawdziwego kina. Nie wiem, co to mówi o mnie, a co o kinie, ale miałem nie lada problem, aby zamknąć najlepiej wspominane przeze mnie filmy minionego roku (czyli między poprzednim a tym podsumowaniem) w cokolwiek domkniętą dziesiątkę.

2017

10. Zero Days

reż. Alex Gibney

Znakomity dokumentalny thriller kryminalny odkrywający kulisy wojen w cyberprzestrzeni mających wymierny wpływ na realny świat. Niczym nie ustępuje Citizenfour.

2017

9. The Florida Project

reż. Sean Baker

Wieczne wakacje amerykańskiego prekariatu. Poruszająca opowieść o dzieciństwie w purpurowym więzieniu między trapem, crackiem, seksem, przemocą a widmem bezdomności.

2017

8. The Meyerowitz Stories (New and Selected)

reż. Noah Baumbach

Ciepłe, kameralne kino rodzinne o dorastaniu w cieniu wymagającego ojca zrobione z dozą humoru i z potrzeby zrozumienia najbliższych.

2017

7. Happy End

reż. Michael Haneke

Haneke z lubością, ironią i lekkością przenika w środowisko francuskiej klasy wyższej. Na wiele sposobów bawi się przy tym współczesnością i bawi się świetnie. A ja (wbrew otaczającym mnie w sali kinowej malkontentom) bawiłem się świetnie razem z nim.

2017

6. I, Tonya

reż. Craig Gillespie

American dream gone white trash wrong — fantastycznie napisana i zagrana w konwencji czarnej komedii z mocnym wątkiem społecznym kontrowersyjna, ale warta opowiedzenia historia Tonyi Harding. Wzruszyła samego Sufjana Stevensa, który napisał dla Harding przepiękną piosenkę.

2017

5. L’amant double

reż. François Ozon

Ozon w tradycji Lyncha i Hitchcocka. Pożycza z Elle, Belle de jour i Rosemary’s Baby, tworząc swój własny estetety-makabryczny filmowy zawrót głowy.

2017

4. 「夜は短し歩けよ乙女」

reż. Masaaki Yuasa

Cały rok w ciągu jednej nocy. Fantazyjna laurka dla alkoholu w szalonym tempie mieszająca jawę i sen, przypadek i przeznaczenie, niewinność i frywolność.

2017

3. Phantom Thread

reż. Paul Thomas Anderson

Zdjęcia! Muzyka! Kostiumy! Wnętrza! Kwiaty! Aktorstwo! Ach! Mój ulubiony Anderson umiejscawia niełatwą miłość na skraju patologii w przepięknym świecie! Oglądałem w zachwycie!

2017

2. Three Billboards Outside Ebbing, Missouri

reż. Martin McDonagh

Wyborne post-rape-and-revenge, gdzie kulminacja dramatu i występku znajduje ujście w błyskotliwej czarnej komedii. Jeśli amerykańskie kino, to właśnie takie.

2017

1. Нелюбовь

reż. Andriej Zwiagincew

Zwiagincew nakręcił kolejny film totalny! Dopracowane w detalach metakino o największym problemie współczesnego człowieka — nieumiejętności kochania.

Opublikowano

39. Studio Ghibli

99 najfajniejszych rzeczy

39. Studio Ghibli

O ile Kermit uczył mnie, jak być dorosłym, kiedy jeszcze byłem dzieckiem, o tyle obcowanie z filmami przesławnego (wielu pewnie w tym miejscu wtrąciłoby — przecenianego) Studia Ghibli uczyniło dla mnie wartość z nauki zupełnie przeciwstawnej — a mianowicie, jak nie zapomnieć jak być dzieckiem, wchodząc w dorosłość. Chciałem już niemalże użyć sformułowania „będąc dorosłym”, ale na szczęście ugryzłem się w palec i zakrwawiłem całą klawiaturę, dzięki czemu zyskałem na czasie i przemyślałem wszystko, zanim pozwoliłem realnej, poważnej dorosłości, takiej w spodniach na kant z melonikiem, laską i binoklem, wślizgnąć się do mojego życia. Mogę przystać na Kurtka zrównoważonego, odpowiedzialnego, nawet racjonalnego, ale nie dam sobie rzucać w twarz powagą i dorosłością — są granice. Te wyznaczają dla mnie w pewnych sferach właśnie filmy Studia Ghibli, które nawet jeśli mierzą się z moim ulubionym filmowym motywem we wszechświecie, tzn. z wchodzeniem w dorosłość (OK, przyznaję, mam słabość do cudownie ożywających w ostatniej scenie horroru czy thrillera złoczyńców, którzy w nagłym przypływie życie sięgają po spluwę, łopatę albo po prostu gryzą naszego bohatera w kostkę, ale jednak), robią to z dozą fantazyjnego marzycielstwa, którego tak często brakuje nam w życiu. Jakiś czas temu wróciłem do domu bardzo zmarnowany i pomyślałem o ile łatwiej byłoby mi być taką właśnie postacią ze Spirited Away. Owszem, światem duchów rządzi tam zła wiedźma, rodzice zostają zamienieni w świnie, a ty musisz oddać jeden znak ze swojego imienia (szczęśliwie japońska transkrypcja Kurtka, czyli クルテック ma ich aż nadto i gdyby pozbyć się jednego czy dwóch może dałoby się ją nawet sensownie zapisać jakimś fantazyjnym kanji), ale nie ma tego złego — twoim najlepszym ziomem jest przemieniający się w latającego smoka bóg rzeki Nigihayami Kohaku, a wszystko ostatecznie kończy się szczęśliwie — how cool is that?

I można z tą informacją zrobić tak naprawdę dwie rzeczy. Sposób Kurtka: zwinąć się w kłębek i płakać, zapadając się głęboko w świat marzeń na godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata. Ale jest też drugi sposób — dla niektórych trudniejszy, dla innych prostszy (zależy pewnie, jaki kto jest dobry w płakaniu i na ile się w nim lubuje), żeby te wszystkie rzeczy, które nas olśniewają w animacjach Studia Ghibli — zupełnie zwykłe jak: moment, kiedy twój wzrok spotyka się z ostrym spojrzeniem kota siedzącego na kolanach kobiety po drugiej stronie tramwaju, albo gdy w najpogodniejszy z pogodnych dni zaraz po wyjściu z pracy zaskakuje cię ulewa, a że nie masz parasola, a leje podle, spędzasz kolejne pół godziny przytulony do pnia rosnącego nieopodal drzewa, którego wcześniej w ogóle nie dostrzegłeś, choć pracujesz w tym miejscu od roku, albo kiedy wiatr porywa ci kapelusz i musisz szczerze zaryzykować własne życie, żeby go odzyskać, ale ostatecznie udaje ci się i zziajany, ale szczęśliwy kwadrans później orientujesz się, że właśnie przegapiłeś ostatni tego dnia pociąg do domu. To wszystko sytuacje, w których zazwyczaj nie dostrzegamy żadnej fantazji, a tymczasem właśnie one, jak mało co, dbają o to, byśmy się w życiu nie nudzili, wyrywają nas ze schematu, w którym często w przeciwnym razie ugrzęźlibyśmy na dobre. Ale nawet gdy nic się nie dzieje — czy widok zbóż falujących na wietrze, zapach samodzielnie ugotowanej zupy, odbicie nieba w okiennej szybie, faktura drewnianego krzesła nie niosą z sobą pewnej aury wyjątkowości? Czy nie zbliżają codzienności, tak często przecież wymyślanej od szarej, burej czy ponurej, do jego kolorowej, bajkowej odsłony? To też robią zresztą właśnie filmy Studia Ghibli — w wyważonych proporcjach łączą to, co realne i to, co fantastyczne. To nie tyle odskocznia od codzienności, ile animowany pomost między rzeczywistością a marzeniami, jawą a snem.

Na koniec, żeby nie być gołosłownym, kilka rekomendacji spoza ścisłego kanonu — na czele z 「おもひでぽろぽろ」 (Powrót do marzeń) z 1991 roku — refleksyjnej i bardzo dojrzałej opowieści o mierzeniu się ze wspomnieniami, 「平成狸合戦ぽんぽこ」 (Pom Poko: Szopy w natarciu, 1994) — bajkowym proekologicznym manifeście o spontanicznej próbie ocalenia lasu przed zakusami deweloperów i wreszcie 「耳をすませば」 (Szept serca, 1995) oraz 「風立ちぬ」 (Zrywa się wiatr, 2013) — oba o wchodzeniu w dorosłość i konfrontacji uczuć i marzeń z rzeczywistością.

Opublikowano

2016: filmy

2016

Oscary tuż za rogiem. Najwyższy czas spojrzeć krytycznie na produkcje kinowe 2016 roku. Jak zwykle oceniam to, co widziałem, więc jeśli czegoś jeszcze zobaczyć nie miałem okazji (tu w głowie siedzą mi tym razem przede wszystkim Sieranevada i Szwedzka teoria miłości), to może uwzględnię je w przyszłorocznym podsumowaniu, a może wyedytuję to.

2016

10. Deadpool

reż. Tim Miller

Oho, wreszcie jakiś superbohater, który faktycznie jest zabawny i nie próbuje wciskać dzieciakom kitu o swojej szlachetności. Przełamuje przy tym jeden z największych problemów współczesnego kina gatunkowego — infantylny idealizm. Zrealizowany z wigorem i wyobraźnią nie pozostawia miejsca na nudę, co nawet jeśli nie pozostawia również wiele do dopowiedzenia.

2016

9. Manchester by the Sea

reż. Kenneth Lonergan

Prosta życiowa historia, ale znakomicie poprowadzona, przedstawiona i zagrana, choć ze względu na realistyczne podejście twórców do amerykańskiej codzienności trudna do jednoznacznego nagrodzenia owacjami na stojąco. Wzmocniona obrazami wzburzonego zimowego morza i przejmującą muzyką Haendla.

2016

8. Elle

reż. Paul Verhoeven

Dziwna, niejednoznaczna historia życia kobiety. Drobiazgowo napisana i zrealizowana, dzięki czemu magnetyzuje, wchodzi w głowę i rodzi liczne pytania. Znakomita rola Isabelle Huppert.

2016

7. I, Daniel Blake

Ja, Daniel Blake reż. Ken Loach

Poruszające społecznie zaangażowane kino o bezsilności zwykłego człowieka w starciu z bezdusznym systemem. Loach podchodzi do tematu z empatią, roztropnie rozkładając akcenty — momentami zabawnie, częściej wzruszająco, ale bez zadęcia i żerowania na emocjach.

2016

6. The Neon Demon

reż. Nicolas Winding Refn

Nie jestem fanem filmów-teledysków ale zatopiony w synthwave’owym sosie hiperestetyczny Refn potrafi z fabularne nic przekuć na obraz, który zachwyca, szokuje i trzyma w napięciu bez poczucia straconego czasu i post-intelektualnego kreacjonizmu.

2016

5. Perfetti sconosciuti

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie reż. Paolo Genovese

Gdy zaczynałem seans, nie sądziłem, że wybaczę Genovesemu to nieco tandetne, rzemieślnicze wykonanie. Ale chwilę później zupełnie o tym zapomiałem, bo zaczęło się robić najpierw intensywnie, a później już tylko ekstremalnie. Znakomite kino, które wygrywa wszystko prostym, ale błyskotliwym pomysłem, świetnym aktorstwem i koniec końców jednak znakomitą realizacją.

2016

4. Toni Erdmann

reż. Maren Ade

Nie zrozumcie mnie źle — kibicuję reżyserkom, ale (może przez zbyt wiele godzin zmarnowanych na oglądaniu filmów Szumowskiej) zazwyczaj jestem nieufny. Tymczasem Maren Ade udało się stworzyć (na pewnej płaszczyźnie) Wielkie piękno minionego roku. Toni Erdmann idealnie łączy nieocenioną wartość komediową z niepopadającą w tanie moralizatorstwo refleksją na temat współczesnego świata — pomiędzy ojcem a córką, spokojną (nie oszukujmy się, pozornie) emeryturą a korporacyjnym wyścigiem szczurów. Ade skrupulatnie analizuje relacje swoich bohaterem i w szalonym splocie zdarzeń popycha ich ku sobie ku radości widzów.

2016

3. Wołyń

reż. Wojtek Smarzowski

Potężne antywojenne wezwanie w klimacie fenomenalnego Idź i patrz Klimowa. Smarzowski jednak metafizykę zastępuje bezpośredniością, która z jednej strony jest jego największym orężem, ale z drugiej przybiera też formę pewnej kotwicy, która trzyma artystyczną stronę filmu na uwięzi. To uniwersalne kino o zbrodniach nienawiści, horrorze wojny i głęboko zakorzenionej irracjonalnej niechęci do drugiego człowieka.

2016

2. La La Land

reż. Damien Chazelle

Zawrotnej urody kino w stylu starego Hollywood, z przepiękną Emmą Stone i niemniej wcale czarującym Ryanem Goslingiem w rolach głównych, którzy chociaż (a może właśnie dlatego, że) nie są Rodgers i Astaire’m, dzięki pewnym niedoskonałościom i całej masie uroku bez problemu niosą cały film. Fabularnie to prosta historia w stylu american dream, która gdzieś wpół drogi spotyka się z Casablanką i przynajmniej tuzinem innych klasycznych obrazów, muzycznie zaś — eksplodujący feerią barw orkiestrowy jazz w przystępnym, ale nie rozwodnionym wydaniu skutkujący kilkoma najlepszymi musicalowymi numerami ostatniego półwiecza. Filmowe pleasure w amerykańskim wydaniu już dawno nie było mniej guilty.

2016

1. 「海よりもまだ深く」

Po burzy reż. Hirokazu Koreeda

Tym razem Koreeda na tapet bierze rozczarowanie i jak zwykle po mistrzowsku przeplata w tej prostej, bardzo życiowej rodzinnej historii w idealnej proporcji humor i autorefleksję.

Opublikowano

54. Filmy lub książki, które kończą się całkowicie nagle i bez żadnej pointy

99 najfajniejszych rzeczy

54. Filmy lub książki, które kończą się całkowicie nagle i bez żadnej pointy

Szeroka publiczność uwielbia dzieła kompletne, do których nie da się już niczego dodać, bo wszystkie słowa zostały wypowiedziane, wszystkie gesty wykonane, a zakończenie tak szczelnie zamyka ciąg fabularny, że jeśli ktokolwiek próbowałby się w nie wślizgnąć z choćby odrobiną niedopowiedzenia, zostałby na miejscu aresztowany, postawiony przed sądem dwudziestoczterogodzinnym, błyskawicznie osądzony przez niemający wątpliwości co do jego winy specjalny trybunał i zrzucony na wieczność do najgłębszego lochu, z którego otchłani nie mógłby już mącić spokoju dzieła i jego wyznawców.

Ktoś kiedykolwiek słyszał o filmie zatytułowanym Skazani na Shawshank? Filmie, należy pośpiesznie dodać, prawdziwie pięknym, bo triumfuje w nim sprawiedliwość, bohaterom dobry los wynagradza po stokroć doznane wcześniej niesłusznie krzywdy. Właśnie względem niego wysnułem kiedyś nieśmiało tezę, że może przedstawione zakończenie nie jest jednak tak idylliczne, jak zazwyczaj chcą widzieć je widzowie. Że może Darabont zdobywa się jednak na krztynę filmowego szaleństwa i pokazuje raczej marzenie jednego z bohaterów aniżeli rzeczywiste zakończenie. Ale jak to? Wówczas historia nie byłaby kompletna, a świat milionów widzów w ciągu chwili zmieniłby się nie do poznania — zniknęłyby z niego przyjaźń, wiara, nadzieja. Nagle nie byłoby się na kim oprzeć. Doskonale. Osobiście wziąłbym parę ponadwymiarowych nożyc i uciął na negatywnie to sielskie zakończenie — gdzieś w losowym miejscu, możliwie bliżej początku. Nie mam żadnych wątpliwości, że byłby to wówczas o wiele fajniejszy film.

Opublikowano

Kurtkowo — filmowo

Skoro już zabrałem się za układanie swojego życia (hehe) według porządku arytmetycznego (vide doklejanie tytułów do numerków), postanowiłem iść za ciosem i wybrać kilka filmów, które w jakiś sposób targnęły się na moje życie (hehe²). Kilka z tych obrazów na tę okoliczność obejrzałem ponownie, ale w większości pozwoliłem mej pamięci, z niekłamaną zresztą przyjemnością, nadpsuć na swój własny sposób ich faktyczny wydźwięk i przebieg. Znaleźć tu można i takie przypadki, którym dopiero po czasie, gdy już trochę okrzepło wspomnienie o nich, doprawiłem rozmaite walory. Ja tylko numeruję, mnożenie i dzielenie pozostawiam wam.

40. Suspiria

Odgłosy reż. Dario Argento (Włochy, 1977)
Nie potrafię oprzeć się połączeniu psychodelii, tajemnicy i estetyki z pogranicza kiczu. Chaotyczne przedstawienie i realizacja tej historii jedynie dodają jej blasku!

39. There Will Be Blood

Aż poleje się krew reż. Paul Thomas Anderson (USA, 2007)
Wampiryczna reinterpretacja Obywatela Kane’a zrobiona z kubrickowskim rozmachem. Rewelacyjne role Lewisa i Dano, genialny kompozytorski debiut Greenwooda.

38. The Breakfast Club

Klub winowajców reż. John Hughes (USA, 1985)
Kino dla nastolatków wcale nie musi być stracone. Arcydzieło w swojej kategorii i jeden z najfajniejszych filmów, jakie kiedykolwiek powstały. No i wspaniała Molly Ringwald w jednej z głównych ról.

37. Un condamné à mort s’est échappé ou Le vent souffle où il veut

Ucieczka skazańca reż. Robert Bresson (Francja, 1956)
Skonstruowany z chirurgiczną precyzją, skrupulatny, wręcz medytacyjny, ale niesamowicie realistyczny i gęsty.

36. 山椒大夫

Zarządca Sanshô reż. Kenji Mizoguchi (Japonia, 1954)
Być może najbardziej wzruszający w swojej rozbrajającej prostolinijności film, jaki kiedykolwiek widziałem. Jednocześnie zrobiony jednak z właściwym okolicznościom artyzmem i realizmem.

35. What Ever Happened to Baby Jane?

Co się zdarzyło Baby Jane? reż. Robert Aldrich (USA, 1962)
Hollywood zaczyna rozliczać się ze swoich ofiar. Maniakalny pojedynek prawdziwych rywalek — Bette Davis i Joan Crawford.

34. Siekierezada

reż. Witold Leszczyński (Polska, 1985)
Obejrzany zupełnie przypadkiem, niemal mimochodem, zawartym w sobie ładunkiem emocjonalnym odcisnął na mnie ogromne piętno. Wielowymiarowe doświadczenie emocjonalne.

33. La notte

Noc reż. Michelangelo Antonioni (Francja, Włochy, 1961)
Antonioni po raz kolejny na tropie ludzkiej natury — tym razem w objęciach przesyconej zapachem deszczu mediolańskiej nocy. Poezja wtrącona między prozę.

32. A Charlie Brown Christmas

Święta Charliego Browna reż. Bill Melendez (USA, 1965)
Najpiękniejsza bożonarodzeniowa historia, najczęściej oglądany przeze mnie film. Charlie Brown w poszukiwaniu prawdziwego sensu świąt opatulony ponurym humorem Charlesa M. Schultza i impresjonistycznym jazzem Vince’a Guaraldiego.

31. La maman et la putain

Mama i dziwka reż. Jean Eustache (Francja, 1973)
Jean-Luc Godard skropiony Woody’m Allenem — paryskie życie początku lat 70. z wszelkimi jego przyległościami.

30. To Speak or Not to Speak

Mówić albo nie mówić reż. Raoul Servais (Belgia, 1970)
Dziesięciominutowa animacja w doskonały sposób objaśniająca sposoby funkcjonowania systemu — bez nuty fałszu czy chwili zawahania. Przez 45 lat nie stracił niczego ze swojej aktualności.

29. Rope

Sznur reż. Alfred Hitchcock (USA, 1948)
Bezpośrednio po seansie wzbudził we mnie pewne oburzenie, a nawet odrazę, ale do dziś nie mogę o nim zapomnieć. Hitchcock był nie tylko mistrzem suspensu, ale i retoryki, dzięki czemu w konwencji prostego dramatu teatralnego potrafił wyczarować prawdziwe arcydzieło.

28. ハウス

Dom reż. Nobuhiko Ôbayashi (Japonia, 1977)
Tak się robi kino rozrywkowe! Z rozmachem! Surrealistyczne, kolorowe, kiczowate — jak widać granica między rewelacyjnym a bardzo złym jest niesamowicie cienka.

27. Il deserto dei Tartari

Pustynia Tatarów reż. Valerio Zurlini (Francja, Włochy, RFN, 1976)
Film totalny. Wojna bez ani jednego wystrzału. Gęsta psychologicznie wojna dziejąca się być może naprawdę, a być może w głowach głównych bohaterów.

26. 切腹

Harakiri reż. Masaki Kobayashi (Japonia, 1962)
Perfekcyjnie skalibrowana i przeprowadzona samurajska opowieść skrywająca gorzką odwieczną prawdę o zachowaniach ludzkich. Leje się wino i są igrzyska, ale w co najmniej przewrotny sposób.

25. The Shining

Lśnienie reż. Stanley Kubrick (Wielka Brytania, USA, 1980)
Przez długi czas miałem w zwyczaju powtarzać, że kino skończyło się w 1980, mając w głowie ten film jako ostatnie wielkie dzieło kinematografii. W swoim maniakalnym bezsensie jeden z najbardziej przerażających obrazów, jakie kiedykolwiek oglądałem.

24. La passion de Jeanne d’Arc

Męczeństwo Joanny d’Arc reż. Carl Theodor Dreyer (Francja, 1928)
Trudno znaleźć film bardziej realistyczny i surrealistyczny zarazem. Twarz Falconetti po mistrzowsku wyraża wszystkie niuanse tej pełnej poświęcenia i cierpienia historii, sprawiając, że widz staje się naocznym świadkiem tych wydarzeń. Z kolei reżyseria artystyczna Dreyera rzuca na obraz pewien nierzeczywisty cień, który dodaje całości charakteru i blasku. Arcydzieło kina niemego.

23. 寄生虫の一夜

Nocne pasożyty reż. Yoji Kuri (Japonia, 1972)
Jeden z najbardziej intrygujących i hipnotyzujących filmów, jakie widziałem — surrealistyczny horror senny odstręczający i zachwycający swoją machinalną powierzchownością, pozwalający widzowi zgubić się w przedstawionym świecie, który z każdą minutą staje się coraz bardziej podobny do otaczającej nas rzeczywistości.

22. Սայաթ-Նովա

Barwy granatu reż. Siergiej Paradżanow (ZSRR, 1968)
Życie poety. Film-zagadka — jeden z najpiękniejszych wizualnie obrazów w historii kina, wielobarwny kordonek, którego rozwinięcie to nie lada sztuka. Wizualne i koncepcyjne arcydzieło.

21. They Shoot Horses, Don’t They?

Czyż nie dobija się koni? reż. Sydney Pollack (USA, 1969)
I znów rolach głównych ludzka natura, wino i igrzyska, koło czasów i taniec — tylko życia czy śmierci?

20. Sunset Blvd.

Bulwar Zachodzącego Słońca reż. Billy Wilder (USA, 1950)
Być może nie bez znaczenia były okoliczności, w jakich ten film widziałem — by go obejrzeć w telewizji specjalnie wstałem w środku nocy, a wraz z dramatycznym finałem, przywitał mnie świt. Może także dzięki temu (choć bezsprzecznie dzięki wirtuozerii Wildera i obłędnej próbie aktorskiej Glorii Swanson grającej przecież poniekąd samą siebie) doświadczyłem wówczas kina noir w jego pełnym wymiarze.

19. El ángel exterminador

Anioł zagłady reż. Luis Buñuel (Meksyk, 1962)
Buñuel błyskotliwie i brutalnie rozprawia się z konwenansami. Dochodzi przy tym do sedna ludzkiej natury, wobec której także nie pozostaje dłużny, wykorzystując do tego cały arsenał, jaki daje mu kino.

18. The Last Picture Show

Ostatni seans filmowy reż. Peter Bogdanovitch (USA, 1971)
Obezwładniająca melancholia z Hankiem Williamsem w tle. Generacja nic skazana przez czas i miejsce na beznamiętne dożywocie w samym sercu pustkowia.

17. 12 Angry Men

Dwunastu gniewnych ludzi reż. Sidney Lumet (USA, 1957)
Sześćdziesiąt lat później jest równie mocny i aktualny co w chwili premiery. Kameralne kino zbudowane wokół znakomitej koncepcji i jej pieczołowitej realizacji, działające na wyobraźnię, silnie włączając widza w bieg historii.

16. Kárhozat

Potępienie reż. Béla Tarr (Węgry, 1988)
Tarr jak zwykle wydobywa z prozy codzienności magiczny pierwiastek dzięki niezwykle żywym, choć w istocie ponurym, noirowym zdjęciom i wieloznacznej fabule.

15. 怪談

Kwaidan, czyli opowieści niesamowite reż. Masako Kobayashi (Japonia, 1964)
Niezwykle plastyczna i artystycznie skrojona antologia filmowa — cztery tradycyjne japońskie opowieści o duchach na duży ekran zostały przeniesione przez Kobayashiego po mistrzowsku.

14. Det sjunde inseglet

Siódma pieczęć reż. Ingmar Bergman (Szwecja, 1957)
Bergman przy pomocy prostej, ale jakże trafionej metafory pojedynku szachowego porusza szereg fundamentalnych dla życia ludzkiego zagadnień. Fenomenalny film!

13. Popiół i diament

reż. Andrzej Wajda (Polska, 1958)
Polska szkoła filmowa w najlepszym wydaniu! Wajda ekranizuje prozę Andrzejewskiego, ale zupełnie inaczej rozkłada akcenty. Scena, w której biesiadnicy tańczą niby w transie do kakofonicznego Poloneza As-dur Chopina to być może moja ulubiona scena filmowa w historii kina.

12. La grande bellezza

Wielkie piękno reż. Paolo Sorrentino (Francja, Włochy, 2013)
Czy gdyby Fellini tworzył obecnie, użyłby elektro jako środka artystycznego? Współczesność, jak pokazuje Sorrentino, jest szalenie fascynująca. Prawda o ludziach, życiu i sztuce. Wysokiej i niskiej na równych prawach w nieuniknionych objęciach post-modernizmu.

11. Rear Window

Okno na podwórze reż. Alfred Hitchcock (USA, 1954)
Modelowy przykład magii Hollywood — Okno na podwórze ma wszystko, co powinien mieć doskonały amerykański film — napięcie, zagadkę, humor i wątek miłosny. Hitchcock po raz kolejny robi coś z niczego, a na deser w jednej z głównych ról zjawiskowa Grace Kelly. Tak się robi kino!

10. Ordet

Słowo reż. Carl Theodor Dreyer (Dania, 1955)
Najbardziej budujący i obezwładniający film zarazem. Dreyer mierzy się z przekonaniem, że współcześnie Bóg opuścił ludzi, a życie obecnie niewiele ma wspólnego z tym z czasów biblijnych. Wyczekany finał jest być może najwspanialszym zakończeniem w historii kina.

9. Metropolis

reż. Fritz Lang (Niemcy, 1927)
Myślę „ulubiony film niemy” — mówię Metropolis. Środki artystyczne niemieckiego ekspresjonizmu mieszają się tu w spektakularnej oprawie z czystej krwi dystopijnym retrofuturyzmem. Trudno przecenić wpływ Metropolis na popkulturę ostatniego stulecia, a co za tym idzie — na nas samych.

8. Who’s Afraid of Virginia Woolf?

Kto się boi Virginii Woolf? reż. Mike Nichols (USA, 1966)
Kameralny dramat najwyższej próby. Nichols przy pomocy zaledwie czwórki bohaterów buduje intensywną i emocjonującą fabułę pełną zwrotów akcji w klimacie New Hollywood. Przeszywa na wskroś obusiecznym mieczem, gdzie jednym ostrzem jest atmosfera zbyt długo przeciągniętej libacji alkoholowej, a drugą szczerość i realizm znakomitych kreacji aktorskich.

7. Annie Hall

Annie Hall reż. Woody Allen (USA, 1977)
Swego czasu mój ulubiony film w ogóle, od czasu gdy przypadkiem zobaczyłem go któregoś wieczoru nieświadomy zresztą, co oglądam, na TCM. Później obejrzałem go po raz kolejny i kolejny, kolejny, a dyskurs Woody’ego Allena stał się dla mnie w pewnym sensie wyznacznikiem intelektualnej fajności. Annie Hall jest tego dyskursu kwintesencją.

6. Иди и смотри

Idź i patrz reż. Elem Klimow (ZSRR, 1985)
Wojna świadomie, ale nie zuchwale odarta z — dopisywanych do niej zbyt często — poetyki i filozofii.

5. 2001: A Space Odyssey

2001: Odyseja kosmiczna reż. Stanley Kubrick (Wielka Brytania, USA, 1968)
Najlepszy kolorowy film, jaki kiedykolwiek powstał. Świadome operowanie kolorem w kinie jest trudniejsze niż mogłoby się nam, dzieciom kolorowej telewizji, wydawać. Ale właśnie dzięki barwom konstytuującym wizję Kubricka, udało mu się stworzyć arcydzieło nie tylko koncepcyjne, ale i wizualne.

4. Citizen Kane

Obywatel Kane reż. Orson Welles (USA, 1941)
O tym filmie powiedziano i napisano już tyle, że kolejna (blada zresztą) opinia utopiłaby się w oceanie. Historia życia człowieka od urodzenia do śmierci — po amerykańsku — z rozmachem! Dwie godziny Hollywood w najlepszym wydaniu i szczypta prawdy o każdym z nas. Najlepsze, co dało światu amerykańskie kino!

3. La dolce vita

Słodkie życie reż. Federico Fellini (Francja, Włochy, 1960)
Przez wiele lat nieoglądania La dolce vita irracjonalnie nie wierzyłem, że Fellini mógłby mnie w jakikolwiek sposób zainteresować, a tym czasem w dużej mierze dzięki temu filmowi pozbyłem się wszystkich swoich uprzedzeń względem kultury i języka włoskiego. Słodkie życie jest w zasadzie słodko-gorzkie i właśnie dlatego tak nęcące — ani przez chwilę nie jest bez smaku.

2. L’année dernière à Marienbad

Zeszłego roku w Marienbadzie reż. Alain Resnais (Włochy, Francja, 1961)
Historia jest sprawą drugorzędną, ba!, nie wiadomo, czy w ogóle się wydarzyła, kiedy, po między kim i w jakich okolicznościach. Marienbad jest na tyle ulotny, na ile ulotny są sny, a jednak, kiedy trwa, jawi się przed nami, nie może być bardziej rzeczywisty. Film Alaina Resnais ma w sobie coś z kina detektywistycznego, ale na zupełnie innej płaszczyźnie — detektywem jest tu jedynie widz, którego zadaniem jest dopasowanie do siebie elementów logicznej, ale zawiłej i rządzącej się własnymi prawami onirycznej układanki. Esencja kina.

1. 人間の條件

Dola człowiecza reż. Masaki Kobayashi (Japonia, 1958-1961)
„Nie można wyrzec się panowania ani przestać pragnąć, by mu służono. Każdemu trzeba niewolników jak powietrza (…) Siła rozstrzyga wszystko”. — Albert Camus

Niezrównana trylogia antywojenna. Wojna jako samonapędzający się organizm. Z góry przegrana walka z potężną machiną zmieniającą ludzi, gaszącą ich ideały, a ostatecznie doprowadzającą do upadku człowieczeństwa.

Opublikowano

2015: filmy

Zazwyczaj aż tak nie oszukuję — nawet jeśli publikuję rzeczy z datą wsteczną to zwykle dlatego, że to data ich oryginalnej publikacji. Z filmami jest inaczej o tyle, że jak dotąd ich w cyklu rocznym nie układałem, a rok później, czyli w styczniu 2017, postanowiłem, że jednak chciałbym zacząć. By nie zaczynać od zera, bo to zawsze trudne, przykre, obarczone błędem nowicjusza, podjąłem decyzję o fabrykacji kontekstu poprzednich lat. Oto pierwsze jej owoce.

10. The Peanuts Movie

Fistaszki: wersja kinowa reż. Steve Martino

Mimo zmiany kreski zachowano oryginalny ponury humor Schultza, kunsztownie sklejając stare i nowe gagi w całość. Szkoda tylko muzyki Guaraldiego.

9. The Big Short

Big Short reż. Adam McKay

Dekamuflaż patologii. Dość chaotycznie, choć metodycznie zrobiony film o kulisach krachu na rynku kredytów hipotecznych w USA 9 lat temu.

8. El botón de nácar

Perłowy guzik reż. Patricio Guzmán

Woda, kosmos, Chile, kultura, Indianie, wielka polityka, okrucieństwo, ludobójstwo, perłowy guzik, a to wszystko w konsekwentnym ścisłym splocie myśli autora.

7. あん

Kwiat wiśni i czerwona fasola reż. Naomi Kawase

Ujmuje szczerością i naturalnym darem odnajdowania poetyki w drobiazgach codzienności.

6. Youth

Młodość reż. Paolo Sorrentino

Monumentalność intelektualną zastępuje wizualną. Sorrentino pożycza od Seidla, nieźle sobie radząc. By powtórzyć ekstazę Wielkiego piękna abrakło mi tylko wyrazistej osi fabularnej.

5. Spotlight

reż. Tom McCarthy

Dobrze skrojone kino o dziennikarstwie śledczym pozbawiony sensacyjnej otoczki. Wszyscy ludzie prezydenta A.D. 2015.

4. Body/Ciało

reż. Małgośka Szumowska

Szumowska wreszcie przestała krzyczeć: „Patrzcie, jestem kontrowersyjna!” i zaczęła robić kino. I to całkiem niezłe — zabawne, nieoczywiste, zręcznie obsadzone pomiędzy światami.

3. Room

Pokój reż. Lenny Abrahamson

Znakomite aktorstwo, świetne zdjęcia, przemyślana i złożona historia. Przyjęta perspektywa poszerza spojrzenie o dodatkowe elementy. Mocne kino.

2. 海街diary

Nasza młodsza siostra reż. Hirokazu Koreeda

Studio Ghibli w wersji live action z wyłączeniem low fantasy. Wyważone, ciepłe, rodzinne kino o codzienności wypełnionej nie dramatem, a uśmiechem.

1. The Lobster

Lobster reż. Yorgos Lanthimos

Pierwszy anglojęzyczny obraz Lanthimosa jest plastyczny, nieszablonowy i niesamowicie zabawny, zupełnie jak „Grand Budapest Hotel” w zeszłym roku.

Opublikowano

2014: filmy

Tak samo jak za rok i rok temu podsumowuję filmowo także w tym kontekście podejrzanie fantastyczny rok 2014. Nie biorę jeńców (czyt. dat polskiej dystrybucji kinowej pod uwagę), bo części ciekawych tytułach i tak nie doświadczymy w stałym repertuarze polskich sal.

10. Relatos salvajes

Dzikie historie reż. Damián Szifrón

Współczesna adaptacja zasady, że karma zawsze wraca. Kino skrojone na dzisiejsze czasy — efektowne, wartkie, angażujące.

9. Citizenfour

reż. Laura Poitras

Przerażający! Ogląda się go jak pierwszorzędny thriller.

8. The Duke of Burgundy

Duke of Burgundy. Reguły pożądania reż. Peter Strickland

Estetyczny, intensywny, sensualny bez epatowania nagością, mistrzowsko operuje perspektywą.

7. What We Do in the Shadows

Co robimy w ukryciu reż. Jemaine Clement i Taika Waititi

Rozkoszny! Genialna w swojej prostocie koncepcja absurdalnego mokumentu o wampirach w stylu reality TV i pierwszorzędna realizacja.

6. Magical Girl

reż. Carlos Vermut

Skoncentrowana na szczegółach i pełna niedopowiedzeń wielopoziomowa historia pewnej sukienki. Vermut nie bierze jeńców, układając puzzle z wyobraźni widzów.

5. The Grand Budapest Hotel

Grand Budapest Hotel reż. Wes Anderson

Jakże dopieszczony wizualnie, jakże podkreślony elokwentnym humorem i kreskówkową witalnością! Anderson wie jak zahipnotyzować widza.

4. Inherent Vice

Wada ukryta reż. Paul Thomas Anderson

Gdy w pierwszej scenie weszło w tle „Vitamin C”, nie miałem wątpliwości, że będzie solidnie. Humor, intryga kryminalna, radość kina w czystej postaci. もっとパンケーキ!

3. Boyhood

reż. Richard Linklater

Prosty, pozytywny, ale jednocześnie zupełnie niebanalny film o życiu, którego motorem napędowym i przekleństwem zarazem jest mimowolnie upływający czas.

2. Левиафан

Lewiatan reż. Andriej Zwiagincew

Piękny świat, który sami zniszczyliśmy. Hipokryzja albo paradoks budulcem współczesnego społeczeństwa. Uniwersalny, niebanalny.

1. L’enlèvement de Michel Houellebecq

Porwanie Michela Houellebecqa reż. Guillaume Nicloux

Houellebecq burzy mistyczny portret wielkiego literata, zastępując go mimowolnie przezabawnym antycharyzmatycznym lumpiarstwem. Najlepsza komedia dekady?

Opublikowano

2013: filmy

Tak było w 2013 roku. 10 co ciekawszych tytułów filmowych poniżej.

10. かぐや姫の物語

Księżniczka Kaguya reż. Isao Takahata

Gdyby nie fantastyczna końcówka, tę klasyczną japońską baśń mógłby równie dobrze nakręcić Kurosawa. Dość ascetyczny wizualnie, ale niepozbawiony atutów film.

9. Papusza

reż. Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze

Nie jestem pewien na ile odważny brak chronologii, gustowne zdjęcia i świetnie dozowana muzyka dodają głębi tej drętwo przedstawionej aktorsko historii.

8. Dallas Buyers Club

Witaj w klubie reż. Jean-Marc Vallée

McConaughey bezbłędny. Sporo ciekawsza opowieść o survivalu niż Hanks na morzu. Czy polski dystrybutor zareklamuje ją jako męską odpowiedź na Erin Brockovich?

7. Blue Jasmine

reż. Woody Allen

Po serii błahych komedyjek w europejskich metropoliach Allen odzyskuje dawną werwę i kręci elokwentny film, zostawiając widzom najwięcej przestrzeni od lat.

6. そして父になる

Jak ojciec i syn reż. Hirokazu Koreeda

Tematyka jak z „Trudnych spraw”, ale Koreeda nie wpada w pułapkę reality tv ani nie dopisuje ideologii czy psuedofilozofii do przedstawionej historii.

5. Nebraska

reż. Alexander Payne

Urokliwy i przezabawny film o zwykłych ludziach: ich fantazjach, przeszłości i przyszłości.

4. Computer Chess

reż. Andrew Bujalski

Autentycznie zabawny i niebanalny jednocześnie. Mumblecore w najlepszej formie.

3. 風立ちぬ

Zrywa się wiatr reż. Hayao Miyazaki

Pieczołowicie zrealizowana animacja na niełatwy temat poprowadzona wielotorowo przez Miyazakiego. Mimo pewnych mankamentów, ostatecznie nie mogłem nie ulec.

2. Ida

reż. Paweł Pawlikowski

Rewelacyjnie wykadrowany: przestrzennie i oszczędnie zarazem; kłania się w pas arcydziełom polskiej szkoły filmowej.

1. La grande bellezza

Wielkie piękno reż. Paolo Sorrentino

Prawda o ludziach, życiu i sztuce. Sztuce wysokiej i niskiej na równych prawach w nieuniknionych objęciach post-modernizmu.