Opublikowano

I Wish It Could Snow Christmas Unicorns Today, This Christmas, and the Day After, Forever and Ever

christmas unicorns

Taka sytuacja — idę niewystarczająco żwawym krokiem udekorowaną już światełkami ulicą w mroźny grudniowy wieczór i nagle horyzont przesłania mi bezdomny. Bezdomny, bezrobotny, biedny, zwał, jak zwał, przekonujący w każdym razie, że jest w potrzebie. Czasem udaje mi się przyśpieszyć kroku tak, że wymijam typa bez konieczności wyjęcia słuchawek z uszu czy choćby odwrócenia wzroku, ale tym razem zdarzyło się tak, że manewr się nie powiódł i trzeba było na jegomościa, choćby w minimalnym stopniu zwrócić uwagę. Niekiedy zostaję zaatakowany w sytuacji, w której nie mam jak i dokąd uciec. Gdy stoję w kolejce, siedzę w przyrestauracyjnym ogródku, rzadziej, gdy jadę tramwajem. To frustrujące, że taki zupełnie obcy ktoś bez jakiegokolwiek pozwolenia, zaburza mi strefę komfortu, prawda? Wiem, że chce pieniędzy. Pieniędzy, które mu się nie należą. Bezwstydnie próbuje je wyłudzić. Na pewno oszukuje — nie ma chorej córki, wszystko przepije w najbliższym monopolowym. Gdyby jego intencje były szczere, nie śmiałby prosić o pomoc na ulicy. Pomogłyby mu instytucje. Po to są.

Jestem uczciwym, ciężko pracującym obywatelem. Płacę podatki. Raz do roku odprowadzam jeden procent na chore dzieci. Raz nawet wysłałem esemesa o treści „pomagam”, a w zeszłym roku kupiłem świecę od Caritasu. Czasem trochę na te podatki narzekam, bo kto nie narzeka, ale koniec końców cieszę się, że ktoś inny zajmuje się tymi biednymi i bezdomnymi. Instytucje, może niewydolne, ale przynajmniej tworzą jako taką barierę ochronną między nimi a nami, porządnymi obywatelami — inaczej człowiek by się nie opędził.

Matka zawsze nakrywa w Wigilię, zgodnie z tradycją, dodatkowe puste posłanie. Całe szczęście, że puste. Już jako dziecko bałem się, że któregoś roku rzeczywiście do mieszkania wpadnie przybłęda i trzeba go będzie, w myśl tradycji, przy tym stole usadzić. Wyobrażałem sobie, jak biały, bielutki, bielusieńki obrus wraz z dołączeniem niespodziewanego gościa zaczyna pokrywać się brudem, resztkami jedzenia. Biel zostaje skalana, wieczór zepsuty, a pewnie i choinka przewrócona, i prezenty rozkradzione. Strach obcego wpuszczać za próg przecież. Zwłaszcza w taki wieczór.

Patrzę na was, wszystkich razem i każdego z osobna, przez pryzmat tego, co rozumiem, co jest mi znane, co do mnie przemawia, co uważam za wartościowe. Wypatruję pozycji społecznej, statusu materialnego, urody, wychowania, gustu, inteligencji. Zwracam uwagę na modne buty, nowoczesny zegarek, drogi telefon, pełne usta, luksusowy samochód, cięty żart, szeroki uśmiech. Stronię od przetłuszczonych włosów, brudnych spodni bez paska, brzydkiej cery, niskich kwalifikacji, niewielkiego prestiżu i marnych zarobków.

Na co dzień wszyscy siedzimy w tym po uszy — nawet jeśli trzymamy w zanadrzu łapkę na niechciane myśli, w tych kluczowych momentach faktycznych spotkań trudno się czasem od nich opędzić. Dlatego na tegoroczne Święta i nadchodzący rok życzę nam wszystkim, żebyśmy patrzyli na siebie po ludzku. Nie w kategoriach ekwiwalentnej wymiany, tego co się opłaca, a co nie, tego co wypada, a co nie. Każdy z nas, każdego dnia może być świątecznym jednorożcem!

Jak co roku od 12 lat wypisałem muzyczną pocztówkę, która, mam nadzieję, uwypukli życzeniową myśl.

Poprzednie części świątecznych pozytywek w serii dostępne są tutaj.