Opublikowano

Październik

ja

Książę Franz Joseph von Thurn und Taxis

Minął sierpień, przepadł wrzesień, już po październiku. Jesień rozpieszcza kłębiastym snem i gorącą czekoladą. Ujmuje myśli i czasu, nie znosząc sprzeciwu. Rozrzedza idee, łamie słowa na dwa, jedno po drugim — nic nie robi sobie z tego, że psuje sylaby i miesza kolejność.

Gęstymi, ciężkimi chmurami, siną, szeleszczącą mgłą i nieprzejednanym mrokiem odzianym w czarny aksamit tuli samotne wrony i chude psy. Zagania dzieci do domów, a ludzi do galerii handlowych. Plastikowymi butelkami po Coca Coli, starymi butami i lakierowaną boazerią znalezioną przy śmietniku głaszcze domowe ognisko i płuca domowników. Tykowatymi palcami bosych dębów nie głaszcze już niczego. A ja w nią zaklęty, zwabiony kłębiastym snem i gorącą czekoladą trwam wzniośle ku wiośnie z myślą ułomną, ideą rzadką i słowem złamanym.

Opublikowano

oda truchła do życia

ja

zarys życia

stary druhu,

gdy już wydawało mi się, że śmierć umościła mi posłanie na tyle wygodne, że gotów byłem zatonąć bez reszty w śnie niemożliwie słodkim i głębokim, wybudziło mnie wątłe echo twego głosu.

oto nastał świt. krwawy i niepewny.

zrodził jednak wspomnienie dnia na tyle wyraźne, że wplątał się we wszystkie moje członki i powiódł jak somnambulika — nagiego i ślepego na szlak, który może niegdyś znałem, a może ledwie mi się przyśnił — z żywej rozpaczy za porzuconym przed wiekami łonem.

wydarty tak z jednej sceny, a wklejony w inną, oblepiony sobą samym, zapamiętały w oszalałym zapomnieniu, porzucony na skraju czasu, miejsca i akcji — rozpocząłem mozolną ku tobie tułaczkę.

ratować strzępy tej młodości, która jeszcze nie ustała we mnie. zachować jej istotę na wieczność, choć przez chwilę! sięgnąć jej, pochwycić i trwać tak oburącz kurczowo, nim powiędną cienkie palce — jeden po drugim, a może wszystkie zupełnie w tej samej chwili.

uchwycić się w tym geście, lecz nie w lunatycznym spektaklu odegranym w apatycznej trwodze, nie w dorywczym szale ekstatycznego zapomnienia, gdy zmysły krzyczą głośniej niż rozum i serce; a stojąc twardo i rześko ze wzrokiem bystrym i nowym, choćby wśród krzyków gromkich i głośnych.

Opublikowano

kiedy o świcie usłyszysz mój płacz

ja

portret nocny

na wzór twój i podobieństwo
nakreśliłem bezbarwną kredą własny portret

pod naciskiem mojej lewej ręki
wydała głuchy pisk,
nim wtopił się w asfalt w bezdechu upalnej nocy,
która miała nigdy nie powitać dnia

koniuszki palców i usta
wciąż pieką od papierosów,
wciąż suszy w gardle i pęka głowa

kiedy o świcie usłyszysz mój płacz,
wiedz, że to nie przez miłość, którą utraciłem,
ale przez tę, którą odzyskałem