Opublikowano

— ad infinitum („wiosna”)

wiosna

„Martwa natura z czaszką”, Philippe de Champaigne

Martwa natura:

Wyrastające gęstą wiązką korzeni spoza kadru przyszarzone codziennością różnej grubości kable bujnie oplatają uginające się pod ciężarem muskularnego monitorowego monolitu biurko z kasztanowej drewnopodobnej sklejki.

W bezładzie: garść długopisów, zakreślaczy, niektóre z nich z gołymi głowami, inne w barwnych kapeluszach, kilka przybrudzonych wizytówek, w trzech czwartych opróżniona przezroczysta plastikowa butelka z wodą mineralną.

Gdzieś pośród nich rozdzielona para błękitnych spinaczy nerwowo wypatrujących siebie nawzajem.

W tle trzy jasnozielone liście szukające światła wychylają nieśmiało łebki z wypełnionej na wpół już przejrzystą wodą karafki — od dołu lekko tubalnej z idealnie eliptycznym nieco węższym od tuby wierzchołkiem.

Obok stado nieopacznie kolorowych segregatorów w twardych obwolutach wykończonych metalem i zdobionych poważnymi odręcznie naniesionymi czarnym markerem napisami złapane kątem oka na sekundę nim poderwie się do lotu i zatrzepocze wewnętrzną dokumentacją, gubiąc co drobniejsze faktury, mimowolnie wydalając przetrawione umowy i akta.

Na pierwszym planie przybrany w złowrogą czerń drapieżnik zastygły bez ruchu w pozie poprzedzającej daleki skok — przynajmniej międzymiastowy.

W jego cieniu rumiany z ekscytacji dziurkacz wbrew obyczajom w myślach ostrzy sobie dwa szeroko rozstawione metalowe kły na widok śnieżnobiałej odręcznie zaadresowanej koperty położonej chwilę temu po przeciwległej stronie blatu.

Przewrócony machinalnie na bok nieuważnym ruchem pusty plastikowy kubeczek patrzy na nich bezwolnie wewnętrzną źrenicą, trochę jeszcze zaspaną resztką kawowego snu, ułożywszy się z wygodnym dystansem na krawędzi biurka.