Opublikowano

89. Odblaskowe kamizelki dla zwierząt

99 najfajniejszych rzeczy

89. Odblaskowe kamizelki dla zwierząt

Nie od dziś wiadomo, że cokolwiek chcielibyśmy sprzedać ludziom, uda się zdecydowanie lepiej, jeśli zaangażujemy do tego celu zwierzęta. Trzeba oczywiście mieć na uwadze aktywistów z PETA, którzy skutecznie potrafią zrujnować najlepszy plan marketingowy, ale zasadniczo pokazanie rozmaitych zwierząt w sytuacjach bardziej ludzkich niż zwierzęcych jest rzeczą fundamentalnie fajną (to zresztą nie jedyny taki przykład w cyklu, stay tuned). Jaki jest więc najskuteczniejszy sposób na promocję bezpieczeństwa wśród pieszych na drogach? Tak, tak, owszem, ubranie kur w kamizelki odblaskowe. Oczywiście dla ich własnego bezpieczeństwa. Błądzące kury zwłaszcza w Skandynawii, gdzie przez cały czas jest ciemno, a przynajmniej szaro, bardzo często padają ofiarami nieświadomych niczego kierowców. Nie z własnej winy oczywiście — nie wiem, czy wiecie, ale kury są bardzo inteligentne. Jedna kura potrafi zapamiętać i rozpoznać do 180 głosów innych kur. Winny jest brak odblasków i przede wszystkim pijani kierowcy-piraci-szaleńcy maniakalnie nieodblaskowe kury rozjeżdżający! No to jest na to sposób — nasze kury są bezpieczne, PETA nie ma powodów, żeby się czepiać, a cały świat już wie.

Opublikowano

90. Somnambulizm

99 najfajniejszych rzeczy

90. Somnambulizm

Somnambulikom może nie być do śmiechu, ale jest w ich przypadłości coś jednako fascynującego, przerażającego i właśnie fajnego. Inaczej rzecz będzie przedstawiać się oczywiście w realnym życiu, a inaczej w kinie i literaturze, ale sam motyw lunatykowania można zaaranżować na tyle ciekawie, że powieść sama się napisze, a film — nakręci. Jest to też jakaś forma (choć mimowolna) ucieczki od (a właściwie do, znowu plotę) rzeczywistości, podczas której codzienne schematy nabierają nowych mistycznych znaczeń. Wokalizę somnambulików śpiewała Wanda Warska.

Opublikowano

91. Zakapturzony koń

99 najfajniejszych rzeczy

91. Zakapturzony koń

Wszyscy doskonale go znamy, ale jednak wszystko to, co reprezentuje wymaga pewnego doprecyzowania. Zakapturzony koń przede wszystkim patrzy — patrzy ukradkiem, spod kaptura, ale wymownie i niezłomnie, tak że osoba, na którą patrzy czuje wyraźnie na sobie jego wzrok. Z tego powodu zakapturzony koń budzi respekt, podobnie jak dosiadający go Arnold Schoenberg, założyciel II Szkoły Wiedeńskiej i twórca dodekafonii. Koń na swój sposób więc strzeże muzycznego ładu, zapewniając dziełom Schoenberga (trochę groźbą złowieszczego spojrzenia) nieskończony majestat i niezachwianą pozycję (wśród tak naprawdę czegokolwiek innego). Odnotować trzeba też fakt, że Schoenberg i koń zostali najpewniej wyciągnięci z głośnego filmu Narodziny narodu pana nazwiskiem D. W. Griffith, wielkiego amerykańskiego reżysera początków kina. Czy Schoenberg widział kiedykolwiek wspomniany film? Całkiem możliwe, ale pewnie nie dowiemy się tego na pewno. Zakapturzony koń symbolizuje ponadto ideę zakapturzania koni w ogóle, która to idea, jeśli tylko wyciągniemy ją z kontekstu Ku Klux Klanów czy innych inkwizycji, jest ideą całkiem fajną.

Opublikowano

92. Pogromcy duchów

99 najfajniejszych rzeczy

92. Pogromcy duchów


Who you gonna call? Ghostbusters!
Ten refren to jedno z moich najwcześniejszych wspomnień muzycznych, a sam film i stojąca za nim idea była w pewnym sensie dla mnie prototypem archetypu świetnego filmu. Pomyślcie tylko Dan Aykroyd, Bill Murray i Rick Moranis walczą z duchami w latach 80-tych! Wszyscy miłośnicy geniuszu Kung Fury powinni teraz poświęcić krótką chwilę na zastanowienie się nad sobą… Oczywiście w latach 80. Ameryka dała światu wiele fajnych filmów, ale nic nie potrafiło pod tym względem dorównać specyficznej mieszance humoru, grozy i elementów nadprzyrodzonych, zwłaszcza jeśli w tle słychać electro-rockowy beat numeru Raya Parkera, Jr. Nie wiadomo czy się bać, czy tańczyć!

Z ciekawostek — od początku lat 90. planowany był trzeci film w serii, z którego ostatecznie nic nie wyszło. Na połowę przyszłego roku zapowiedziano natomiast premierę nowej odsłony franczyzy, w której główną rolę zagra Kristen Wiig, a pogromcami duchów tym razem będą trzy kobiety.

Opublikowano

Test

moon-5

Pusty WordPress jest rzeczą albo nieprzebranie przerażającą, albo nieodparcie inspirującą. Trudno się zdecydować, jeśli tylko się spojrzy na ilość rzeczy potencjalnie wymagających personalizacji i na to, jak ta personalizacja przebiega w praktyce — dla kompletnego laika takiego jak ja nie bez niespodzianek i niebezpieczeństwa zbłądzenia zbyt daleko po omacku. Ale trzymam się dzielnie — przerażony i zainspirowany. Ciekawe, jak długo jeszcze.

Opublikowano

93. Google Doodle

99 najfajniejszych rzeczy

93. Google Doodle

Google jest pod wieloma względami genialne. Odkładając na bok kontrowersje związane z gromadzeniem i przekazywaniem danych i mnóstwo rozmaitych oferowanych przez nich usług i funkcji, które znacząco ułatwiły życie i zmieniły internet, esencję tego, co w Googlach najfajniejsze, znajdziemy na ich stronie głównej.

Doodle to pomysł genialny w swej prostocie, a zazwyczaj jeszcze lepszy w wykonaniu. Doodle bawią, urozmaicają, edukują, pokazują — „zobacz, jacy jesteśmy fajni”. I chociaż można to czytać sarkastycznie, faktycznie tacy są! Niemal każdego dnia Google wypuszcza kilka kolejnych Doodli — bardzo często regionalnych — związanych ze świętami, ważnymi rocznicami i momentami w roku, ostatnimi wydarzeniami czy konkursami. Zasada jest prosta — Doodle zawsze są adekwatne. Czasem są animowane, innym razem interaktywne, dzięki czemu zmieniają się w miniaturowe gry, jak ten na 78. urodziny Roberta Mooga, kiedy mogliśmy w ramach loga Google pograć na słynnym syntezatorze albo ten na 30. rocznicę powstania „Pac Mana” czy ten na 151. rocznicę urodzin Claude’a Debussy’ego, kiedy na doodlowym playerze mogliśmy posłuchać całego „Clair de Lune”. A przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Wszystkie dotychczasowe Doodle można znaleźć w doodlowym archiwum.

Opublikowano

94. Zwierzęta o ludzkich imionach

99 najfajniejszych rzeczy

94. Zwierzęta o ludzkich imionach

Kto nigdy nie słyszał o jakimś panu Marianie, który, chcąc uczłowieczyć swojego jamnika, dał mu na imię Tomek, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ale paradoksalnie to uczłowieczanie poprzez nadawanie zwierzętom ludzkich imion nie jest częścią sukcesu pozycji #94. Powiem więcej — i nie odkryję przy tym wielkiej tajemnicy — jest tylko pozorne, bo czy jamnik Tomek od jamnika Burka (myślicie, że ktoś nazwał kiedyś jamnika Burek?) jest bardziej obyczajami czy wyglądem zbliżony do człowieka? Może się okazać, że tak, ale jest taka sama szansa, że będzie zupełnie na odwrót, a najpewniej oba będą równie dzikie (ale bez przesady).

Nadawanie zwierzętom ludzkich imion jest jednak zbyt fajne, by tego nie robić. Z takich akcji rodzą się kosmiczne historie, które później wypełniają internet. No i czy kura Wiktoria, koń Stanisław, smok Alfred albo świnka morska Horacy nie brzmią przezabawnie? Nie wspominając nawet o naszym dobrym znajomym — zakapturzonym koniu Ryszardzie.

Opublikowano

95. Komiksy czytane od końca po śląsku

99 najfajniejszych rzeczy

95. Komiksy czytane od końca po śląsku

To tak naprawdę połączenie dwóch różnych obszarów fajności w jeden może odrobinę zbyt ekstrawagancki, ale zdecydowanie mocarny. Komiksy czytane od końca to oczywiście nic innego jak manga, którą, bywało, że mniej zaznajomione w temacie osoby określały tymi słowami. Bo rzeczywiście prawdziwa japońska manga (lub jej wierna reprodukcja) czytane są niejako wspak. Ja swoją fascynację mangą zakończayłem jakoś w okolicach wczesnego gimnazjum, a i nigdy nie powiedziałbym, żeby manga kiedykolwiek moje życie zdominowała. Kolekcjonowałem raptem kilka serii, kilkanaście innych przeczytałem, pożyczając od znajomych. W pewnym momencie sprawa się trochę urwała i do mangi już nie wróciłem. Niewątpliwie jedną z najzabawniejszych serii, jakie miałem okazję czytać (i którą zresztą posiadam w całości) była Love Hina Kena Akamatsu. Typ: harem. Mamy jednego bohatera nieudacznika i cały wachlarz superdziewcząt, u których, w tytułowym pensjonacie Hina, nasz bohater trochę wbrew ich woli pomieszkuje.

Drugim czynnikiem składowym pozycji 95. jest śląski, a właściwie nie sam język, ale rzeczy na ten język tłumaczone, które (z całym szacunkiem) brzmią absurdalnie zabawnie (chyba, że są bardzo złe, wtedy brzmią po prostu bardzo źle). Izumi Yoshida (obecnie pani filmowiec), która tę mangę tłumaczyła, jest Japonką, ale urodziła się w Polsce. Język śląski pojawia się mandze dość często, jako że dwie główne bohaterki mówią w dialekcie Kansai, który Izumi przetłumaczyła jako nasz śląski. Efekt? Lots and lots of fun!

Opublikowano

96. Zachód słońca na Marsie

99 najfajniejszych rzeczy

96. Zachód słońca na Marsie

Ziemskie zachody słońca są odrobinę bardziej spektakularne, ale zachód słońca na Marsie rzuca nowe spojrzenie na Czerwoną Planetę, a mianowicie oswaja ją, czy raczej próbuje oswoić, bo z jednej strony uzmysławia nam, że Mars potencjalnie jest miejscem podobnym Ziemi, z drugiej pokazuje, że to miejsce zupełnie inne. Naukowcy nadal nie wiedzą, dlaczego marsjańskie słońce ma niebieskie zabarwienie. Ale nawet bez tego można na Marsie poczuć się obco — marsjańskie słońce jest odrobinę mniejsze od ziemskiego. Poza Marsem, gdzie już odrobinę się zadomowiliśmy, udało nam się jeszcze sfotografować powierzchnię największego księżyca Saturna — Tytana. Rzecz jasna widzieliśmy też słońce z Księżyca oraz ziemskiej orbity. Niemniej jednak czekamy na więcej!

Opublikowano

97. Bańki mydlane

99 najfajniejszych rzeczy

97. Bańki mydlane

Mała rzecz, a cieszy. Te słowa idealnie oddają esencję baniek mydlanych, które poza tym, że rzeczywiście cieszą, są mimo wszystko pozycją dość ambiwalentną, z tego chociażby tytułu, że ludzie nie znają umiaru — bańki mydlane, jeśli już są częścią jakiejś stylistyki, zazwyczaj lądują w photoshopowej tęczowej krainie szczęśliwości, a latem na co drugim rogu można natknąć się na kolesia, który przy pomocy perwersyjnego oprzyrządowania próbuje wyprodukować bańkę rozmiaru małego słonia. A tymczasem istota baniek kryje się w ich prostolinijności — na powierzchni cienkiej błony możemy znaleźć nierzadko nowy wspaniały świat. Ta nienachalna doskonałość baniek nieuchronnie łączy się z ich ulotnym charakterem. Całe szczęście.