Opublikowano

krótka historia o tym, jak sam z siebie utopiłem się w naparstku.

5849860

niechaj to będzie wierszyk,
bo bajką niestety nazwać tego nie mogę

czuję się ostatnio zewsząd i mimowolnie karmiony post-prawdami, cierpię na niestrawność informacyjną i przy najprostszej nawet pogłosce czuję się przynajmniej zdezorientowany; nie jestem w tym sam, bo media mediami, ale to my, czyt. ja i ty, jeden z drugim, na fejsbuku i tłiterze, tę spiralę dokręcamy, zajmując się ostatnio głównie wytykaniem palcami siebie nawzajem;

co rusz ktoś wznieca wielki pożar, którego nie tylko nie potrafi ugasić czy opanować, ale wcale się do tego nie poczuwa, a jednocześnie kilku innych ktosiów wytyka mu przeinaczanie faktów, odzieranie z kontekstu, pisanie pod tezę czy po prostu kłamstwo (rzadziej dyskryminację kontrowaną podporządkowaniem myślenia standardom poprawności politycznej, to już argumenty pozbawione siły), a dla każdego z tych ktosiów w mig pojawia się kilku innych z podobnymi zarzutami i każdy wszystko wie najlepiej, i każdy dla swych marnych stu czterdziestu znaków jest gotowy sprzedać matkę;

co w tym wszystkim najstraszniejsze — to wcale nie są komentarze na onecie (konkluzja mogłaby być taka, że onet, dotąd zamknięty rezerwat osobliwości, rozlał się spektakularnie na cały kraj, wypełniając nawet najdalsze, najciemniejsze i najbardziej niedostępne jego zakamarki wspomnianą osobliwością — tu trochę oszukałem, to byłby jedynie stygmat, nie problem sensu stricto, zresztą co ja tam wiem); i chociaż co dzień na ten język narzekamy, sami go też co dzień, między kawą a papierosem, używamy, wymawiając jedni drugim, że przecież wszyscy tak robią, a jeśli nawet nie wszyscy, to przynajmniej robią tak «oni» i że to już wystarczająco nas usprawiedliwia (tego się głośno nie mówi, nie pisze capslockiem);

w międzyczasie na zakąskę szukamy prawdy o świecie w memach, a sprawy, które nas dotyczą, hej, pogłębione analizy spraw, które wierzymy, że nas dotyczą, albo pozwalamy by do nas nie docierały, albo zamykamy gdzieś pomiędzy tl;dr a chorobliwym fomo; o nic do nikogo nie apeluję, to nie jest żaden głos w żadnej dyskusji, nie mam żadnych nawet złudzeń, ani tym bardziej żadnego remedium; jesteśmy zgubieni; w tym miejscu jeszcze przepraszam (bo udaję przyzwoitość) i życzę, jak też się pięknie złożyło, promiennego blue monday!

Opublikowano

Małpa krawężnik

małpa krawężnik trabantem łoskotu
chociażby pustyni na wiele
fortepian młotkiem sznur anarchii obrał
a konwaliami zerkanie
fortuno
odbierać czci sernikom w matni krużganków nie radzę
łapiąc za słowiczy wikt apodyktycznym wspinać się rumieńcem
niebo niezborne lufcikiem umyka
euforio
gamoniem rozkroku naznacz drelichową serenadę zazdrosnej inercji
rożen kopertówek piętrzyć się latawca kameralnym szydłem
odtąd ma musieć
i musić się będzie.