Opublikowano

84. Total Shreds

99 najfajniejszych rzeczy

84. Total Shreds

Kolejna pozycja, która może brzmieć egzotycznie, ale wierzę, że sama idea nie jest wam obca. Total Shreds to co prawda nie nazwa zjawiska, a jednego z bardziej popularnych youtube’owych kanałów, które się procederem zajmują. Z braku lepszego określenia, postanowiłem więc wykorzystać tę nazwę, która po przetłumaczeniu na polski (~”całkowite odarcie”) całkiem nieźle oddaje, o co chodzi.

A w telegraficznym skrócie chodzi o odarcie teledysku muzycznego z muzyki. Nie jest to jednak ani a cappella, ani klip bez dźwięku. Poza wspomnianym odarciem dopasowuje się bowiem do scen w klipie odgłosy faktycznie odpowiadające temu, co pokazywane jest na ekranie, a bywa, że niektóre wersje fabrykują nawet wokal. Proceder zakrojony jest dość szeroko, ale najbardziej ikonicznym przykładem pozostaje wersja nadto ekspresyjnego „Dancing in the Street” Bowiego i Jaggera, z której zresztą pochodzi ujęcie powyżej.

Twórcy nie oszczędzają nikogo: jest więc „Smells Like Teen Spirit”, „Gangnam Style”, „The Hardest Button to Button” Stripesów, „Happy” Pharrella czy „Anaconda” Nicki Minaj. Oczywiście, jak to w internecie, jest sporo średnich czy słabych rzeczy, ale te najlepsze są naprawdę fajne.

Opublikowano

85. RYM, czyli muzyczny filmweb dla ogarniętych ludzi

99 najfajniejszych rzeczy

85. RYM, czyli muzyczny filmweb dla ogarniętych ludzi

Zabawki dla dorosłych ostatecznie wygrywają z zabawkami dla dzieci, chociaż właściwie nie do końca. Mało kto na Rate Your Music jest bowiem tak naprawdę dorosły i nie chodzi mi tu o faktyczny wiek, a o dalece zbyt poważne traktowanie kwestii, które są zwyczajnie mało istotne. To swoją drogą mogłoby znaleźć się w tym zestawieniu na osobnej lokacie, jeśli byłbym choć trochę bardziej ironiczny. Nie będę opisywał o co w RYM-ie chodzi, to, uznaję, jest chyba całkiem jasne — ocenia i kataloguje się muzykę. Można też w dowolnym miejscu dodać tag, dopisać komentarz albo recenzję. Recenzję może napisać każdy i czasem jest to elaborat na 20 stron, a czasem jedno zdanie. Oczywiście, jak to w internetach, jest na RYM-ie sporo ludzi, którzy mają coś do przekazania i potrafią ubrać to w słowa, ale też sporo miernoty i trolli. Niemniej jednak specyficzne poczucie humoru i nawet bardziej specyficzny, ale jednak po stronie szeroko pojętego ogarniania rzeczywistości, gust (Natural Snow Buildings anyone?) robią robotę. RYM jest fajny.

Opublikowano

86. Lego

99 najfajniejszych rzeczy

86. Lego

Jeszcze nie tak dawno myślałem, że fascynację Lego mam zdecydowanie za sobą, ale Lego Movie pokazało mi, jak bardzo się myliłem. Fascynacja nie jest w tym kontekście może w pełni uprawnionym słowem, ale zdałem sobie sprawę z fenomenu klocków, z których zbudowane zostało w dużej mierze moje dzieciństwo. Najciekawsze jest w tym wszystkim to, że żeby Lego były ekscytujące nie potrzebujemy ich fizycznie. Obcowanie z samą koncepcją i wykonaniem dostarczają niewiarygodnej wręcz frajdy. Budowanie to już kolejny krok, który niektórych może trochę zmęczyć, choć jeśli zasoby są prawilne i nie brakuje wyobraźni, hulaj dusza, piekła nie ma! No i w przypadku, jeśli mamy więcej niż dziesięć lat, pozostaje jeszcze dość problematyczna kwestia co z takim zbudowanym z Lego obiektem robić? Pozwolić mu kurzyć się na półce? A kurzenie się, jak wiemy, jest przecież rzeczą wybitnie niefajną. Ale tak jak pisałem — już sama ewolucja Lego, przegląd tego, jak wyglądały ludziki, zestawy i serie w kolejnych latach i dekadach jest rzeczą naprawdę ciekawą, zwłaszcza jeśli mamy sami jakiś punkt odniesienia — pamiętamy Lego swojego dzieciństwa. Miewają czasem w księgarniach gruby bogato ilustrowany wielkoformatowy album właśnie o ewolucji Lego — warto rzucić okiem. Jest dość drogi, ale może kupić też warto? Dziś pewnie prędzej zdecydowałbym się na taką książkę, aniżeli na jakikolwiek zestaw, chyba że historyczny. A tych, jak się okazuje, w internecie nie brakuje.

Opublikowano

87. Jedzenie pałeczkami

99 najfajniejszych rzeczy

87. Jedzenie pałeczkami

Z początku może być frustrujące, a jeszcze zanim — zazwyczaj całkiem zabawne czy nawet w jakiś sposób fascynujące. A byłoby nawet fajniejsze, gdyby nie to, że szybko okazuje się, że w przypadku niektórych potraw jest po prostu dużo bardziej praktyczne. Podobnie jak przy posługiwaniu się naszymi sztućcami (czego większość osób nie potrafi — nie uczą tego ani w szkołach, ani, jak się okazuje, w domach) przy jedzeniu pałeczkami także obowiązuje pewna etykieta. Nie można pałeczek oblizywać, nabijać na nie jedzenia, mieszać nimi zupy). No i oczywiście pozostaje trudna sztuka sprawnego nabierania jedzenia, która przy niektórych pokarmach (np. zupach z makaronem typu noodle) przychodzi łatwo, a przy innych, bardziej rozdrobnionych — trudniej.

Opublikowano

88. Sterowce

99 najfajniejszych rzeczy

88. Sterowce

Chciałbym móc napisać, że wracamy na ziemię, ale niestety nadal szybujemy w przestworzach — tym razem dosłownie. Sterowce to fascynujące pojazdy — ogromne wypełnione helem lub wodorem konstrukcje przypominające balon potrafiły wznosić się na wysokość kilku kilometrów, a osiągana przez nie prędkość nie przekraczała czterdziestu kilometrów na godzinę (choć czytałem, że współczesne sterowce mogą poruszać się nawet trzy, cztery razy szybciej). Całością kierowano za pomocą steru, skąd zresztą pochodzi polska nazwa. Ze względu na rosnącą liczbę wypadków śmiertelnych z udziałem sterowców jako środek transportu zostały porzucone na początku lat 30. Niemniej jednak przez pierwsze trzy dekady XX wieku stały się powietrzną wizytówką nowej epoki, symbolem podboju nieba przez człowieka. Obecnie sterowce wykorzystuje się w zdecydowanej większości w celach reklamowych, ale w rozmaitych wariantach służą także turystycznie, militarnie i transportowo. Niezależnie od tego widok sterowca pomykającego po bezchmurnym niebie to niewątpliwie jedna z najfajniejszych rzeczy.

Opublikowano

89. Odblaskowe kamizelki dla zwierząt

99 najfajniejszych rzeczy

89. Odblaskowe kamizelki dla zwierząt

Nie od dziś wiadomo, że cokolwiek chcielibyśmy sprzedać ludziom, uda się zdecydowanie lepiej, jeśli zaangażujemy do tego celu zwierzęta. Trzeba oczywiście mieć na uwadze aktywistów z PETA, którzy skutecznie potrafią zrujnować najlepszy plan marketingowy, ale zasadniczo pokazanie rozmaitych zwierząt w sytuacjach bardziej ludzkich niż zwierzęcych jest rzeczą fundamentalnie fajną (to zresztą nie jedyny taki przykład w cyklu, stay tuned). Jaki jest więc najskuteczniejszy sposób na promocję bezpieczeństwa wśród pieszych na drogach? Tak, tak, owszem, ubranie kur w kamizelki odblaskowe. Oczywiście dla ich własnego bezpieczeństwa. Błądzące kury zwłaszcza w Skandynawii, gdzie przez cały czas jest ciemno, a przynajmniej szaro, bardzo często padają ofiarami nieświadomych niczego kierowców. Nie z własnej winy oczywiście — nie wiem, czy wiecie, ale kury są bardzo inteligentne. Jedna kura potrafi zapamiętać i rozpoznać do 180 głosów innych kur. Winny jest brak odblasków i przede wszystkim pijani kierowcy-piraci-szaleńcy maniakalnie nieodblaskowe kury rozjeżdżający! No to jest na to sposób — nasze kury są bezpieczne, PETA nie ma powodów, żeby się czepiać, a cały świat już wie.

Opublikowano

90. Somnambulizm

99 najfajniejszych rzeczy

90. Somnambulizm

Somnambulikom może nie być do śmiechu, ale jest w ich przypadłości coś jednako fascynującego, przerażającego i właśnie fajnego. Inaczej rzecz będzie przedstawiać się oczywiście w realnym życiu, a inaczej w kinie i literaturze, ale sam motyw lunatykowania można zaaranżować na tyle ciekawie, że powieść sama się napisze, a film — nakręci. Jest to też jakaś forma (choć mimowolna) ucieczki od (a właściwie do, znowu plotę) rzeczywistości, podczas której codzienne schematy nabierają nowych mistycznych znaczeń. Wokalizę somnambulików śpiewała Wanda Warska.

Opublikowano

91. Zakapturzony koń

99 najfajniejszych rzeczy

91. Zakapturzony koń

Wszyscy doskonale go znamy, ale jednak wszystko to, co reprezentuje wymaga pewnego doprecyzowania. Zakapturzony koń przede wszystkim patrzy — patrzy ukradkiem, spod kaptura, ale wymownie i niezłomnie, tak że osoba, na którą patrzy czuje wyraźnie na sobie jego wzrok. Z tego powodu zakapturzony koń budzi respekt, podobnie jak dosiadający go Arnold Schoenberg, założyciel II Szkoły Wiedeńskiej i twórca dodekafonii. Koń na swój sposób więc strzeże muzycznego ładu, zapewniając dziełom Schoenberga (trochę groźbą złowieszczego spojrzenia) nieskończony majestat i niezachwianą pozycję (wśród tak naprawdę czegokolwiek innego). Odnotować trzeba też fakt, że Schoenberg i koń zostali najpewniej wyciągnięci z głośnego filmu Narodziny narodu pana nazwiskiem D. W. Griffith, wielkiego amerykańskiego reżysera początków kina. Czy Schoenberg widział kiedykolwiek wspomniany film? Całkiem możliwe, ale pewnie nie dowiemy się tego na pewno. Zakapturzony koń symbolizuje ponadto ideę zakapturzania koni w ogóle, która to idea, jeśli tylko wyciągniemy ją z kontekstu Ku Klux Klanów czy innych inkwizycji, jest ideą całkiem fajną.

Opublikowano

92. Pogromcy duchów

99 najfajniejszych rzeczy

92. Pogromcy duchów


Who you gonna call? Ghostbusters!
Ten refren to jedno z moich najwcześniejszych wspomnień muzycznych, a sam film i stojąca za nim idea była w pewnym sensie dla mnie prototypem archetypu świetnego filmu. Pomyślcie tylko Dan Aykroyd, Bill Murray i Rick Moranis walczą z duchami w latach 80-tych! Wszyscy miłośnicy geniuszu Kung Fury powinni teraz poświęcić krótką chwilę na zastanowienie się nad sobą… Oczywiście w latach 80. Ameryka dała światu wiele fajnych filmów, ale nic nie potrafiło pod tym względem dorównać specyficznej mieszance humoru, grozy i elementów nadprzyrodzonych, zwłaszcza jeśli w tle słychać electro-rockowy beat numeru Raya Parkera, Jr. Nie wiadomo czy się bać, czy tańczyć!

Z ciekawostek — od początku lat 90. planowany był trzeci film w serii, z którego ostatecznie nic nie wyszło. Na połowę przyszłego roku zapowiedziano natomiast premierę nowej odsłony franczyzy, w której główną rolę zagra Kristen Wiig, a pogromcami duchów tym razem będą trzy kobiety.

Opublikowano

Test

moon-5

Pusty WordPress jest rzeczą albo nieprzebranie przerażającą, albo nieodparcie inspirującą. Trudno się zdecydować, jeśli tylko się spojrzy na ilość rzeczy potencjalnie wymagających personalizacji i na to, jak ta personalizacja przebiega w praktyce — dla kompletnego laika takiego jak ja nie bez niespodzianek i niebezpieczeństwa zbłądzenia zbyt daleko po omacku. Ale trzymam się dzielnie — przerażony i zainspirowany. Ciekawe, jak długo jeszcze.