Opublikowano

Piosenka, pejzaż, podziękowania i poczucie sprawczości

Taki pejzaż

Taki pejzaż

*

„You can run to the rocks and try to hide your face
but those rocks will cry out there ain’t no hiding place”.

*

Lata temu złożyłem sam przed sobą obietnicę, że nie będę pozwalał sobie na impulsywne piosenkowe wklejanki, ilekroć jakiś utwór czy album mnie obezwładni. Zdarza się to dość często do dzisiaj, a naprawdę lubowałem się w tym swego czasu, jeszcze na długo przed tym, zanim Youtube i Facebook dały nam nieskrępowaną możliwość podzielenia się czymkolwiek z kimkolwiek — rzecz 15 lat temu nadal trudną do wyobrażenia (OK boomer). Tym razem postanowiłem zrobić wyjątek, choć bardziej dlatego, że od dawna mam jakąś niewysłowioną potrzebę zabrania stanowiska w sprawach ważnych. W tej materii cenię sobie zazwyczaj możliwość zamknięcia komputera, ochłonięcia i zdystansowania się do rzeczywistości, która jednak mimowolnie i zupełnie poza mną (poza nami!) przybiera rysy coraz bardziej karykaturalne i upiorne jednocześnie.

Dwa tygodnie temu trafiłem na nowy singiel folkowej piosenkarki Iris DeMent, którą poznałem kiedyś przy okazji urokliwego oldtime’owego gospel countrującego „Leaning on the Everlasting Arms” wykorzystanego w jakimś hollywoodzkim blockbusterze, a której imię (tak, tej Iris) stało się tytułem największego przeboju Goo Goo Dolls. Jej nowa pełna empatii i hartu ducha piosenka zatytułowana dość przewrotnie (ale bez złych intencji) „Going Down to Sing in Texas” utrzymana w stylu klasycznego dylanowskiego protest songu okazała się dla mnie niespodziewanie nieocenionym pokrzepieniem w tym mrocznym i trudnym czasie. Z kilku powodów.

Iris jest prostolinijnie szczera — to wartość, której tak bardzo brakuje ostatnio w scenicznej pozerce (OK boomer again, wiem), choćby najbardziej zręcznej — wie, jakich wyborów dokonuje, jest świadoma tego, co się z nimi wiąże i nie kryje tego. Jest otwarta i pełna empatii, ale nie bezkrytyczna. Jest też pełna wdzięczności dla tych, którzy w jej oczach dają dobry przykład i działają na rzecz zmiany na lepsze. I to chyba jest ta część, która ujęła mnie najbardziej. Jest w tych serdecznych podziękowaniach coś nie tyle niedzisiejszego, co niezwykłego w sposób zupełnie ponadczasowy. DeMent odnosi się zresztą do spraw, które dzieją się na naszych oczach (dyskryminacji kobiet, muzułmanów, czarnoskórych, degeneracji kościoła katolickiego, agresji Izraela wobec palestyńskich cywili, zbrodni wojennych, narastających nierówności społecznych, masowych protestów) i zwraca się do konkretnych osób (The Chicks, The Squad, Jeffa Bezosa i młodych ludzi w ogóle). Gdyby taką piosenkę nagrał dzisiaj sam Dylan, z pewnością zrobiłby się wokół niej niebywały szum, a tak przepadła pośród mijającego się często ze wszelkim meritum sezonowego hajpu. W każdym razie dzięki tej dziękczynnej formie, wszystkie te trudne kwestie, do których każdy mógłby dopisać jeszcze kilka innych, zyskują wymiar pozytywny — wiary w drugiego człowieka i jego sprawczość. I ja sam podbudowany tym przesłaniem i przekonany o jego słuszności chciałbym jakkolwiek przekazać je dalej.

Niekoniecznie w formie niemal 10-minutowego staromodnego protest songu, który z dużym prawdopodobieństwem znudzi każdego, kto nie wychował się na Hanku Williamsie i nie jest obyty z tym specyficznym rodzajem charyzmy. Chciałem więc po prostu podziękować wszystkim tym, którzy biorą sprawy w swoje ręce w takim stopniu, w jakim mogą i uznają za stosowne, i przeciwstawiają się cynizmowi tych, którzy pod płaszczem idei negują podmiotowość i wolną wolę drugiego człowieka. A także wszystkim tym, którzy stawiają czoła tej epidemii dla dobra nas wszystkich — w szpitalach, sklepach, szkołach, centralach telefonicznych, fabrykach, magazynach, urzędach, domach czy na ulicach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *