Opublikowano

Love yourself, slay like Beyoncé

Love yourself, slay like Beyoncé

We gon’ slay, slay, gon’ slay, okay, we slay, okay

I go hard, get what’s mine, I’m a star, ’cause I slay, I slay — przekonywała w refrenie „Formation”, autorskiej wariacji na stylistyce trap&B, Beyoncé przed trzema laty. I właściwie było to bardziej stwierdzenie stanu faktycznego, niż autokreacja, na której wciąż zwyczajowo budują swoje kariery raperzy, a której funkcja magiczna jest nie tylko we współczesnym popie, ale i w codziennym życiu nie do przecenienia. Wie o tym także Kelly Rowland, która całe swoje życie spędziła w cieniu Knowles, by po wielu życiowych perturbacjach wyspowiadać się ze swoich prawdziwych uczuć w najmocniejszym utworze własnej dyskografii „Dirty Laundry” dopiero w 2013 roku. Nie ona jedna zamyka życiowe rozdziały przy pomocy muzyki. W uzależniająco bujającym „Coconut Oil” Lizzo, dobry duch współczesnego hip-hop soulu, autoterapeutycznie wyznaje I remember back, back in school when I wasn’t cool, shit, I still ain’t cool, but you better make some room for me, by całość zwieńczyć jednym z najbardziej świadomych refrenów w R&B ostatnich lat — If I knew then what I know now I’d give myself a souvenir for old times’ sake ’cause I got all that I need here and I’m good. Z dawnymi demonami mierzy się także Janelle Monáe w „I Like That”I remember when you called me weird, we was in math class, third row, I was sitting by you i siłą rzeczy dochodzi o podobnych wniosków But even back then with the tears in my eyes I always knew I was the shit. India.Arie empatycznie, niebanalnie i z przekonaniem zapewnia w „I Am Not My Hair”, jednym ze swoich najlepszych utworów, że to nie wygląd i nie to, jak widzą nas inni, decyduje o tym, kim naprawdę jesteśmy — I am not my hair, I am not this skin, I am not your expectations, I am a soul that lives within, K.Flay z kolei nie ma wątpliwości, że mimo przeciwności zawsze warto mierzyć wyżej — This one goes out to all the dreamers at sea, this life is only what you want it to be („Dreamers”). Pod wpływem impulsu i powracającej autorefleksji wybrałem dwanaście utworów wokalistek soul i R&B, z których każda ma swój przepis na osiągnięcie wewnętrznej harmonii. To niespełna 50 minut soulowej autoterapii bez ironii i trywializacji — miłość własna jest w końcu warunkiem miłości do drugiego człowieka (a zatem wszystkich ludzi). Love yourself, slay like Beyoncé!

Jedno przemyślenie nt. „Love yourself, slay like Beyoncé

  1. Miłość własna, jedyne nie do odebrania i nie do podarowania potężne uczucie, które muzyka wzmacnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *