Opublikowano

Ponadpokoleniowa bańka estetyczna

ja

Golden Hour

Dziś rano usłyszałem w wiadomościach Radia RAM krótkie podsumowanie wczorajszych Grammy, w którym największym zwycięzcą okrzyknięto Childisha Gambino, którego zresztą chwilę wcześniej grano. O Kacey Musgraves, która nie tylko zdobyła tyle samo statuetek, co Glover, ale zgarnęła tę najważniejszą — za album roku, w ogóle nie wspomniano. Okazała się zbyt egzotyczna zarówno dla prezenterki, która skupiła się na niepołamaniu sobie języka na pseudonimie Cardi (czy też Carli?) B, jak i dla polskiego słuchacza, który na sam widok słowa country owija się uszami dookoła głowy, bo to przecież takie amerykańskie disco polo. Wyjątkiem jest oczywiście Johnny Cash coverujący Nine Inch Nails — to prawdziwe i głębokie, no ale Johnny Cash był tylko jeden — i ewentualnie Shania Twain, bo fajnie się pląsa na weselach i studniówkach do „Man! I Feel Like a Woman”. Przy takiej dylogii akceptowanych wyjątków Musgraves wydaje się wyjątkowo niewygodna. Z jednej strony przez cały zeszły rok nie dało się jej nigdzie u nas zmieścić przez ten stygmat country właśnie, z drugiej zaś okazuje się, że na jej ostatniej płycie tak skutecznie marginalizowana countrypopowa tkanka (wraz z błyskotliwym, ale nienachalnym songwritingiem Musgraves) została przefiltrowana przez 90-sową softrockowo-dreampopową produkcję i w efekcie tego powstał pop, który powinien być wyjątkowo blisko słuchacza. Pop, który z radia powinien przywędrować na jego plejlistę i dopiero tam się zadomowić, tę przestrzeń wypełnić jakością i treścią. Problem w tym, że on do naszego słuchacza nie dotrze — to nowy rozdział tej samej bańki estetycznej, przez którą całe pokolenie naszych rodzimych słuchaczy uważa Pink Floyd za synonim dobrej muzyki, a o The Velvet Underground nigdy nie słyszało. Nie usłyszycie też dzisiaj Musgraves w naszym radiu, chociaż powinniście, dlatego jeszcze polecam ją tutaj — to ciepła, bezpretensjonalna, ale zrobiona z wyobraźnią płyta, w której można zatopić się w poszukiwaniu ukojenia, gdy za oknem pada i wieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *