Opublikowano

46. „Rock Lobster”

99 najfajniejszych rzeczy

46. „Rock Lobster”

Pytania o ulubioną piosenkę potrafią trapić dniami i nocami co bardziej zapalonych miłośników muzyki, zdecydowanie bardziej aniżeli tendencyjnie powtarzane przez rockistowską młodzież w okolicach gimbo-licbazy pytanie o ulubiony zespół. A to dlatego, że bardzo często jest znacznie poważniejsze niż się może nieświadomie je zadającemu wydawać. To deklaracja o charakterze wyznania wiary czy manifestu politycznego. Siła rażenia jest w tym wypadku znacznie mniejsza, ale i tak delikwent wywołany do odpowiedzi ma z tyłu głowy irracjonalną być może myśl, że na swój sposób będzie ona promieniować na całe jego przyszłe życie. I tutaj pojawia się „Rock Lobster” nowofalowej grupy The B-52’s z ich głośnego debiutu z 1979 roku. Piosenka, którą kiedyś podawałem jako swoją ulubioną, gdy tylko zostałem wywołany do odpowiedzi. Któregoś razu przyszła mi do głowy i tak już została. Lubiłem ten absurdalny diaboliczny plażowy twist, dziwaczne inscenizacje, które można było wyprowadzić z jego upiornej narracji i wieloznacznego muzycznego charakteru i nawet dziwniejsze układy taneczne, którymi można było w zaciszu sypialni te inscenizacje urzeczywistnić. A w albumowej siedmiominutowej wersji zdaje się nie mieć końca. Jest szalenie plastyczny — może stać się wszystkim, czego słuchacz tylko zapragnie i istnieje realna szansa, że odnajdzie się w zadanej roli lepiej niż wspomniany słuchacz. Jedyne co należy zrobić to nie ignorować komunikatu umieszczonego z pełną powagą i odpowiedzialnością na winylowym labelu po obu stronach czarnej płyty — PLAY LOUD. Inaczej nic z tego. Tym samym doszliśmy więc do ukrytego sensu tej nieco nazbyt dziwacznej, nawet jak na standardy tego cyklu, pozycji — głośnego słuchania muzyki. Kurtyna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *