Opublikowano

Wątpliwa kontynuacja

C9tBumFXgAUmRxk.jpg large

Przepiękna łąka pełna głębokich wzruszeń i prawdziwego szczęścia

Wyjechałem z Paryża. Miasta, które nie tylko rozbudziło moje nadzieje względem regularnego pisania, ale osaczyło i omamimo mnie na tyle, że uwierzyłem, że jestem w stanie na bieżąco notować nieistotne szczegóły z mojego nienadzwyczajnie barwnego życia czy też innych żyć dookoła mojego (tu nie pokuszę się o ocenę stopnia ciekawości). A tymczasem rzeczywistość jak na złość nie tylko nie inspiruje, ale pozbawia złudzeń, gasi natchnienie, wyczerpuje umysł i ciało. Za osiem lat obudzę się o osiem lat starszy, spojrzę swojemu równie starszemu lustrzanemu odbiciu w oczy w poszukiwaniu refleksji, która jeśli tylko nadejdzie, złamie mnie wpół, wbije w ziemię, w najlepszym wypadku zmieniając nie do poznania mój kształt i przygaszając tlące się wciąż resztki marzeń i ideałów. Tak to widzę.

*

Jakie to szczęście, że ludzie wokół nas zostali już ponazywani. Ometkowani, które to metki doczepione do twarzy i postury społecznej informują o imionach i nazwiskach, pseudonimach artystycznych i operacyjnych, ksywach, nickach, alter ego, rzadziej ukrytych tożsamościach, częściej imionach i nazwiskach zupełnie zmyślonych, czasem na poczekaniu, czasem skrytych głęboko w wewnętrznej kieszeni kurtki czy torebce, by sięgnąć po nie w sytuacji zagrożonej niezręcznością. Nie dalibyśmy rady sami ich odpowiednio nazwać. Nawet jeśli z jakiegoś powodu nazywają się nieodpowiednio, to nie nasza wina. Nie mogą mieć do nas pretensji. Zazwyczaj zresztą nie mają świadomości tego braku odpowiedniości — nie jest dokuczliwy. Czasem człowiek założy rano nieświadomie dwie różne skarpetki (czy w tym wypadku — zostaną mu założone, choć to się raczej rzadko zdarza) i dopiero późnym wieczorem zda sobie z tego sprawę. Albo w ogóle. Czasem po zastanowieniu uzna być może, że taki stan dodaje mu animuszu, ale bywa, że począwszy od następnego poranka z przesadną dbałością wybiera skarpety z komody. Wyobraziłem sobie kiedyś, jak nazwałbym swoich bohaterów, gdybym napisał wiersz, opowiadanie. Najpierw nie chciałem w ogóle nazywać ich jakkolwiek — może nazwą się sami — pomyślałem. Później jednak doszedłem do wniosku, że gdybym obdarzył ich taką wolnością, z pewnością wybraliby sobie imiona głupie, zupełnie odstające od mojego o nich wyobrażenia, ośmieszające całą historię. Ja na ich miejscu właśnie tak bym zrobił. Co to w ogóle za imię Kurtek?

**

Zapadła niezręczna cisza. Zapomnijmy o tym wszystkim — zakołatało mi w głowie, ale słowa uwięzły w gardle. Wtedy już doskonale wiedzieliśmy, że o powrocie i zapomnieniu nie mogło być mowy. Absurdalnie krótka chwila, ułamek gestu, strzępek zakłopotania, skrawek półuśmiechu. Płatki śniegu powoli, ale konsekwentnie pokrywały powierzchnię zmarzniętej betonowej jezdni pod nami, układając się coraz bardziej wyraziście w coś na kształt pierwszej warstwy. Twoje włosy falowały lekko na wietrze, przysłaniając znaczną część opuszczonej nisko twarzy, wraz z oczyma utkwionymi gdzieś w martwym punkcie daleko poza nami. Oto staliśmy naprzeciw siebie. Dwoje obcych ludzi.

2 przemyślenia nt. „Wątpliwa kontynuacja

  1. bieliźniarka to taki mebel na bieliznę pościelową. to tak w sprawie metek.

  2. niech tak będzie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *