Opublikowano

2016: filmy

2016

Oscary tuż za rogiem. Najwyższy czas spojrzeć krytycznie na produkcje kinowe 2016 roku. Jak zwykle oceniam to, co widziałem, więc jeśli czegoś jeszcze zobaczyć nie miałem okazji (tu w głowie siedzą mi tym razem przede wszystkim Sieranevada i Szwedzka teoria miłości), to może uwzględnię je w przyszłorocznym podsumowaniu, a może wyedytuję to.

2016

10. Deadpool

reż. Tim Miller

Oho, wreszcie jakiś superbohater, który faktycznie jest zabawny i nie próbuje wciskać dzieciakom kitu o swojej szlachetności. Przełamuje przy tym jeden z największych problemów współczesnego kina gatunkowego — infantylny idealizm. Zrealizowany z wigorem i wyobraźnią nie pozostawia miejsca na nudę, co nawet jeśli nie pozostawia również wiele do dopowiedzenia.

2016

9. Manchester by the Sea

reż. Kenneth Lonergan

Prosta życiowa historia, ale znakomicie poprowadzona, przedstawiona i zagrana, choć ze względu na realistyczne podejście twórców do amerykańskiej codzienności trudna do jednoznacznego nagrodzenia owacjami na stojąco. Wzmocniona obrazami wzburzonego zimowego morza i przejmującą muzyką Haendla.

2016

8. Elle

reż. Paul Verhoeven

Dziwna, niejednoznaczna historia życia kobiety. Drobiazgowo napisana i zrealizowana, dzięki czemu magnetyzuje, wchodzi w głowę i rodzi liczne pytania. Znakomita rola Isabelle Huppert.

2016

7. I, Daniel Blake

Ja, Daniel Blake reż. Ken Loach

Poruszające społecznie zaangażowane kino o bezsilności zwykłego człowieka w starciu z bezdusznym systemem. Loach podchodzi do tematu z empatią, roztropnie rozkładając akcenty — momentami zabawnie, częściej wzruszająco, ale bez zadęcia i żerowania na emocjach.

2016

6. The Neon Demon

reż. Nicolas Winding Refn

Nie jestem fanem filmów-teledysków ale zatopiony w synthwave’owym sosie hiperestetyczny Refn potrafi z fabularne nic przekuć na obraz, który zachwyca, szokuje i trzyma w napięciu bez poczucia straconego czasu i post-intelektualnego kreacjonizmu.

2016

5. Perfetti sconosciuti

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie reż. Paolo Genovese

Gdy zaczynałem seans, nie sądziłem, że wybaczę Genovesemu to nieco tandetne, rzemieślnicze wykonanie. Ale chwilę później zupełnie o tym zapomiałem, bo zaczęło się robić najpierw intensywnie, a później już tylko ekstremalnie. Znakomite kino, które wygrywa wszystko prostym, ale błyskotliwym pomysłem, świetnym aktorstwem i koniec końców jednak znakomitą realizacją.

2016

4. Toni Erdmann

reż. Maren Ade

Nie zrozumcie mnie źle — kibicuję reżyserkom, ale (może przez zbyt wiele godzin zmarnowanych na oglądaniu filmów Szumowskiej) zazwyczaj jestem nieufny. Tymczasem Maren Ade udało się stworzyć (na pewnej płaszczyźnie) Wielkie piękno minionego roku. Toni Erdmann idealnie łączy nieocenioną wartość komediową z niepopadającą w tanie moralizatorstwo refleksją na temat współczesnego świata — pomiędzy ojcem a córką, spokojną (nie oszukujmy się, pozornie) emeryturą a korporacyjnym wyścigiem szczurów. Ade skrupulatnie analizuje relacje swoich bohaterem i w szalonym splocie zdarzeń popycha ich ku sobie ku radości widzów.

2016

3. Wołyń

reż. Wojtek Smarzowski

Potężne antywojenne wezwanie w klimacie fenomenalnego Idź i patrz Klimowa. Smarzowski jednak metafizykę zastępuje bezpośredniością, która z jednej strony jest jego największym orężem, ale z drugiej przybiera też formę pewnej kotwicy, która trzyma artystyczną stronę filmu na uwięzi. To uniwersalne kino o zbrodniach nienawiści, horrorze wojny i głęboko zakorzenionej irracjonalnej niechęci do drugiego człowieka.

2016

2. La La Land

reż. Damien Chazelle

Zawrotnej urody kino w stylu starego Hollywood, z przepiękną Emmą Stone i niemniej wcale czarującym Ryanem Goslingiem w rolach głównych, którzy chociaż (a może właśnie dlatego, że) nie są Rodgers i Astaire’m, dzięki pewnym niedoskonałościom i całej masie uroku bez problemu niosą cały film. Fabularnie to prosta historia w stylu american dream, która gdzieś wpół drogi spotyka się z Casablanką i przynajmniej tuzinem innych klasycznych obrazów, muzycznie zaś — eksplodujący feerią barw orkiestrowy jazz w przystępnym, ale nie rozwodnionym wydaniu skutkujący kilkoma najlepszymi musicalowymi numerami ostatniego półwiecza. Filmowe pleasure w amerykańskim wydaniu już dawno nie było mniej guilty.

2016

1. 「海よりもまだ深く」

Po burzy reż. Hirokazu Koreeda

Tym razem Koreeda na tapet bierze rozczarowanie i jak zwykle po mistrzowsku przeplata w tej prostej, bardzo życiowej rodzinnej historii w idealnej proporcji humor i autorefleksję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *