Opublikowano

61. Filmy na podstawie gier planszowych

99 najfajniejszych rzeczy

61. Filmy na podstawie gier planszowych

Cóż może być fajniejszego niż gry planszowe? Może się tak zdarzyć, że filmy na ich podstawie, choć, jak już za chwilę się okaże, jest to fajność obwarowana wieloma obostrzeniami. Przede wszystkim film powinien być na podstawie gry planszowej — czasem spotyka się filmy na podstawie gier RPG, a takich na podstawie gier wideo kroi się na potęgę, ale cóż to za frajda przełożyć, jakby nie patrzeć, historię, którą możemy pokierować, na taką, którą za nas pokierował ktoś. Równie dobrze mógłbym wpisać tutaj niezrozumiały dla mnie (z racji, najpewniej, podeszłego wieku) fenomen oglądania na YouTubie potyczek graczy, gdy samemu się w ten tytuł nie tylko nie grało, ale nie ma się nawet takiego zamiaru. Co się tyczy natomiast filmowych rimejków gier wideo — skutki tych transformacji są zazwyczaj poniżej rozumu i godności oglądającego, bo, jak nie trudno zgadnąć, w filmach i w grach chodzi jednak o odrobinę coś innego i wpisanie generycznej fabuły w choćby najciekawsze w świecie uniwersum nie jest gwarantem dobrego filmu. Co więc jest? Nie da się tego stwierdzić rzecz jasna z pełnym przekonaniem, ale z pewnością nie zaszkodzi przejście od punktu startowego do mety, ale ani na skróty, ani idealnie tropem bohaterów — rozwinięcie zalążka fabularnego i możliwości kreacyjnych gry do formy zupełnie niezależnego dzieła. Słowem — inspiracja, nie transformacja. Wiem, klepię banały, ale robię to, opisując na około konkretny przykład — jedyny zresztą, jaki przyszedł mi do głowy. Wikipedia twierdzi co prawda, że filmów na podstawie gier planszowych było więcej, ale po wstępnej weryfikacji połowicznie kłamie. Na drugą połowę składa się natomiast film Battleship: Bitw o Ziemię z 2012 roku mający być ekranizacją gry w statki.

Drugą, a właściwie pierwszą, grą zaadaptowaną na film było Cluedo firmy Hasbro. Wyśmienita zabawa w detektywa, który musi dociec kto, gdzie i czym zabił Doktora Blacka, dla od trzech do sześciu osób. Film (zatytułowany Clue) jest więc właściwie klasycznym przykładem kinowego whodunit zrobionym z kreskówkowym rozmachem, odrobiną grozy i sporą dozą humoru. Poza fabułą i stylistyką, twórcy, przenosząc grę z planszy na ekran, postanowili pożyczyć sobie jeszcze jeden istotny szczegół, a mianowicie zakończenie, a właściwie brak jego definitywności. Tak jak gra może zakończyć się na różne sposoby, tak i widzowie otrzymali trzy różne warianty zakończenia filmu. Czwarty — już po nakręceniu został usunięty z filmu, bo nie podobał się reżyserowi Jonathanowi Lynnowi. Pierwotnie zresztą w zależności od seansu i wyświetlanej kopii filmu widzom pokazywano tylko jeden z trzech wariantów. Dopiero na późniejszych reedycjach umieszczono obok siebie wszystkie trzy — do wyboru, do koloru. W 1985 roku film okazał się krytycznym i komercyjnym zawodem, ledwie na siebie zarabiając. Trzy lata temu rozważano rimejk, ale z pomysłu się wycofano.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *