Opublikowano

O tym jak trzymam swoje winyle przy kaloryferze…

…a mój komputer przeżywa kryzys wieku średniego, czyli żelazne co tam, jak tam.

uhuhu

Lata temu prowadziłem coś w rodzaju internetowego pamiętnika (nazwijmy go blogiem) — rzeczy absolutnie nie do publikacji i wcale nie chodziło o to, że moje sądy były wobec kogokolwiek krzywdzące czy używałem brzydkich słów, będąc bardziej nieopierzonym niż te słowa brzydkie. Po prostu były to czystej wody sroły. Paulo Coelho polskiego nastoletniego internetu, z tym że opamiętałem się, nim było za późno. Albo i nie do końca. Jakiś czas później obiecałem sobie w duchu, że nigdy już na taki projekt się nie porwę, chyba że będę miał coś wartościowego do przekazania. Ale że historia kołem się toczy, tak i tutaj, na ten nowy początek, kiedy w założeniu mam już pożądaną od lat substancję, którą zamierzałem wypełnić kąty tej witryny, musiałem, nie mogłem się oprzeć, zostawić sobie wentyl bezpieczeństwa w postaci kontemplacji bezsensu. Nie chodzi jednak ani o kontemplację, ani o bezsens sensu stricto, raczej kameralną przestrzeń dla cokolwiek intymnego strumienia świadomości, kiedy nie mam nic sensownego do zakomunikowania.

Jak choćby spektakularne odkrycie z gatunku teorii spiskowych (vide teleskopowa brzoza w Smoleńsku), że komputery, a przynajmniej tych kilka, z którymi miałem ostatnio do czynienia, miewają wraz z ostatnim przesileniem gorsze dni — man vs. machine 1:0? Może to kryzys wieku średniego? Może powinno się na tę okoliczność wymyślić jakiś cyfrowy odpowiednik sportowego kabrioletu, aby ten kryzys zażegnać (czy przynajmniej zapchać tę palącą pustkę)? Ale mecz ciągle trwa, nieuchronnie zbliżamy się do remisu, bo wiosna nie tylko komputerom uderzyła do głowy. Po tym jak świstak Phil przepowiedział, że zima nie wróci, ludzie masowo wymienili kurtki z zimowych na wiosenne i jak okiem sięgnąć wszyscy chorzy. Ja też trochę zachorowałem, bo wymyśliłem sobie przemeblowanie pokoju, które nie tylko położyło kres przestronnej nicości na jego środku, ale jakimś trafem sprawiło, że skrzynka z winylami wylądowała niemalże przy kaloryferze. A przecież przez lata zewsząd słyszałem, że tego się nie robi. Abecadło przykładnego kolekcjonera: „nie trzymaj swoich płyt w wilgotnej piwnicy, ani w pobliżu źródeł ciepła”. Trochę mi wyszedł falstart z tymi wiosennymi porządkami i teraz tym gorliwiej wypatruję na niebie słońca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *