Opublikowano

2014: piosenki

25 najlepszych piosenek 2014 roku.

25. After School, „Shh”

piękne koreanki na swoim drugim japońskojęzycznym krążku pokazują reszcie świata jak robić pierwszorzędny taneczny pop

24. Kindness, „This Is Not About Us”

oniryczna triphopowa kołysanka oparta na niebanalnych jazzowych samplach i ujęta w metaliczny bit

23. Young Fathers, „Get Up”

hymniczne electro okraszone plemienną rytmiką i nade wszystko freakowym podejściem do materiału spod znaku blackalicious

22. Lake Street Dive, „Rental Love”

organiczna ballada mieszająca ze sobą country i gospel najwyższej próby, a przywodząca na myśl najlepsze momenty późnych dixie chicks

21. Röyksopp & Robyn, „Do It Again”

nadzwyczaj udana redefinicja brzmienia szwedzkiej piosenkarki i norweskiego duetu — doskonale wyprodukowany electropopowy banger

20. Prince, „Funknroll”

hiphopowy bit, funkowy sznyt, rockowa energia, a wszystko podszyte nowoczesnym soulem i zaskakująco współcześnie brzmiącą elektroniką — najlepszy numer księcia od czasu „black sweat” z 2006 roku

19. Mastodon, „The Motherload”

tak bezpośrednio przebojowo jak w „the motherload” mastodon nie brzmiał jeszcze nigdy — świdrujące, wielowarstwowo ułożone stonerowe gitary budujące kawałek sprawiają wrażenie psychodelicznego wiru, zupełnie takiego jak w czołówce jednego z filmów hitchcocka

18. Weezer, „cleopatra”

weezer w formie — grupa przypomniała sobie jak grać na gitarach i pisać perfekcyjnie przebojowe, a zarazem nienachalne refreny, a robią to przy tym z takim urokiem, jakby znów mieli po dwadzieścia lat

17. Andy Stott, „Violence”

kolejny krok w świadomej kreacji nawet bardziej klaustrofobicznego brzmienia — przejmująca duszna ballada ze względu na nietuzinkowe podejście do melodyki plasująca się w pół drogi między dub techno a mechanicznie minimalistyczną jazzową awangardą

16. East India Youth, „Dripping Down”

w najbardziej przestrzennym numerze na swoim tegorocznym krążku east india youth na swój sposób wskrzesza ducha animal collective — przełamując „dripping down” na dwie części, bawi się brzmieniem i konwencją

15. The Delines, „Colfax Avenue”

poruszająca historia trącająca te same struny muzycznej wrażliwości, co najlepsze kompozycje nurtu nashville sound przełomu lat 60. i 70.

14. Iceage, „The Lord’s Favorite”

pod punkowym płaszczem znajdziemy silnie countrujący rytm i bluesowego ducha skrzętnie inwigilującego każdy zakątek utworu — całość podkreśla błądzący w ekspresyjnym transie wokal eliasa bendera rønnenfelta

13. Taylor Swift, „Shake It Off”

„haters gonna hate”, ale to taylor swift po raz kolejny jest górą; jej popowy debiut zaakcentował wszystko to, co w jej muzyce najlepsze — szczerość, młodość i spontaniczność

12. Kiesza, „Hideaway”

kanadyjskiej piosenkarce udało się bezbłędnie połączyć nową brytyjską scenę house’ową z możliwie najciekawszymi muzycznymi zabiegami europejskiego eurodance’u i zamknąć całość w niezwykle chwytliwej popowej piosence

11. Michael Jackson, „Love Never Felt So Good”

jeden z najlepszych utworów w katalogu jacksona nareszcie doczekał się oficjalnej wersji; uwspółcześniony aranż timbalanda nie tylko nie ujmuje wokalom jacksona magii, ale podkreśla atmosferę przełomu lat 70. i 80., jednocześnie nie trącając myszką; tytuł mówi wszystko — takiego jacksona słucha się wyłącznie z rozkoszą[/color][/font][/align]

10. Run the Jewels feat. Zack de la Rocha, „Close Your Eyes (And Count to Fuck)”

sampel roku! rage against the machine 2.0 — killer mike i el-p w towarzystwie zacka de la rocha nawet głębiej zanurzają się w hardkorową stylistykę; dzięki talentowi i wyczuciu po raz kolejny ratują hip hop przed nudą i banałem

9. Casualties of Cool, „Daddy”

mistrz progresywnego metalu devin townsend z wokalną pomocą ché aimee dorval przenosi country na kolejny poziom — nie tylko udowadnia, że wyciągnięcie gatunku z brzmieniowej sztampy nie jest niczym trudnym, ale z powodzeniem kreuje jego jak najbardziej dream popową odsłonę; motoryczny bit zawadiacko trącający najsłynniejsze kowbojskie przeboje johnny’ego casha z powodzeniem został tu wpisany w iście oniryczną atmosferę

8. iLoveMakonnen feat. Drake, „Tuesday”

nieoczekiwany komercyjny sukces „tuesday” nikomu nieznanego wcześniej piosenkarza to tylko w połowie zasługa gwiazdorskiego featuringu. podobnie jak zeszłoroczne „we can’t stop” miley cyrus numer jest swoistym manifestem młodego pokolenia; zmęczony codziennością raper niezdarnie i leniwie dobiera kolejne słowa, nieświadomie malując dobitny obraz nowej podmiejskiej generacji — pracowników supermarketów, stacji benzynowych, restauracji szybkiej obsługi

7. Merchandise, „Enemy”

w najbardziej nieoczywistym z nieoczywistych przebojów minionego roku w kreacji statycznej a jednocześnie dynamicznej muzycznej tkanki merchandise bez trudu dorównują mistrzom z joy division; carson cox nie mniej enigmatyczny niż swego czasu ian curtis romansuje przy tym z morrisseyowską manierą, co dodatkowo podkreśla jangle popowe brzmienie numeru

6. Beyoncé, „7/11”

beyoncé nie musi już nikomu udowadniać, że jest pierwszorzędną wokalistką z charakterem i wizją swojej muzyki dalece wykraczającą poza zdobywanie kolejnych szczytów list przebojów i wbrew logice właśnie „7/11” jest możliwie najlepszym odzwierciedleniem takiego stanu rzeczy; piosenkarka miesza trapowy sznyt z minimalistycznym południowym rapem spod znaku migos i w przerysowanym dalece poza granice rozsądku, ultravocoderowym, trashowym stylu bez najmniejszego wysiłku kreuje kolejną odsłonę swojej scenicznej persony, a wraz z nią trendy we współczesnym postmodernistycznym rapie

5. QT, „Hey QT”

kwintesencja muzycznego dziedzictwa „barbie girl” — panegiryk i pastisz w jednym; pstrokata, ale jakże ujmująca wizytówka nurtu bubblegum bass

4. D’Angelo & The Vanguard, „1000 Deaths”

awangardowo podporządkowany obłędnej rytmice „1000 Deaths” zachwyca nie tylko wielopoziomowym brzmieniem i natchnionym refrenem, ale także nieoczywistym, zaangażowanym politycznie tekstem

3. Röyksopp & Robyn, „Monument (The Inevitable End Version)”

dziesięciominutowe progresywne downtempo zmienione w agresywny electrohouse’owy banger; zgodnie z tytułem utwór-pomnik, ślad, wizytówka kilkunastoletniej kariery norweskiego duetu

2. Ben Khan, „Youth”

ben khan, akcentując dokładnie te same muzyczne odcienie, z których swoją wizję muzyki ulepił przed laty jai paul, stworzył zniewalającą fuzję współczesnego rhythm & bluesa i niezależnej elektroniki; pieczołowicie, ale nie sterylnie wyprodukowane „youth” ma wszystkie atrybuty singla roku — interesującą melodię, mnóstwo charakteru, znakomity warsztat wokalny, wyczucie i, co bardzo istotne, muzyczną konsekwencję

1. The War on Drugs, „Red Eyes”

kompromis między współczesnością a klasycznym rockiem, swobodną przebojowością a równie lekko i ekspresyjnie nakreślonym elementem sztuki w muzyce popularnej; archetypowe brzmienie heartland rocka podane w neo-psychodelicznym sosie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *